Mika Kojonkoski – wymarzony trener

Odkąd istnieje ten blog zawsze piszę o głównych bohaterach w sportach zimowych. Zazwyczaj poruszam temat skoków i zawodników (ich wzloty i upadki). Rzadko bowiem jakikolwiek trener potrafi wbić się w pamięć tak mocno, jak super bohaterzy zdobywający największe trofea. Takiego coacha znamy jednak wszyscy doskonale. Dziś nie jest już aktywnym trenerem, ale Mika Kojonkoski wciąż żyje w sercach kibiców skoków narciarskich.
Do napisania o Mikim nakłoniła mnie moja ostatnia lektura książki Mika Kojonkoski – tajemnica sukcesu. Muszę przyznać, że dzieło Jona Gangdala czyta się z zaskakującym zaciekawieniem. Bardzo ciekawie jest ukazane życie Kojonkoskiego na tle sukcesów kadr Austrii, Finlandii i oczywiście Norwegii. Możemy zagłębić się nieco w starszą historię tej dyscypliny, zauważyć, że Norwegia jest uznawana za „kraj, który pokazał światu narciarską drogę”. Sam bohater tej książki początkowo był obiecującym skoczkiem fińskim. Potrafił poskromić największych wówczas Finów w zawodach krajowych. Niestety, ojciec obawiał się o niego i nakazał poświęcić więcej czasu na naukę. Młody wówczas Fin dorastał, przytył i w efekcie zatracił dawną zdolność do uzyskiwania dobrych odległości i wyników. Zakończył sportową karierę i studiował matematykę. Przerwał te studia, kiedy zdecydował się zająć trenerstwem. Skończył studia na kierunku biologii sportu oraz psychologię. W okresie, kiedy fińskie skoki przeżywały „złoty wiek” zauważono, że zbyt mało uwagi poświęca się młodzieży. Po wielu namysłach postanowiono kadrę juniorów powierzyć w opiece Kojonkoskiemu. Już wówczas okazał swój wielki trenerski talent, chociaż jakichś ogromnych sukcesów ciężko było się doszukać.
Dzisiaj wiemy, że Mika był trenerem kadry Austrii. Sam mówi, że był to bardzo pouczający okres w jego życiu. Później powrócił do Finlandii, która za czasów jego trenowania powróciła do czołówki światowej, zdobywając dwa srebrne medale w drużynie na Mistrzostwach Świata w Lahti. Prawdziwa popularność czekała jednak na Kojonkoskiego, kiedy objął kadrę Norwegii. Z tym krajem kojarzymy tego trenera mimo wszystko. Norwegowie zaufali temu Finowi w czasie jednego z największych kryzysów w ich historii.
W ostatnim sezonie przed Mikim, kraj wikingów zajął dopiero 7. miejsce w Pucharze Narodów, a Igrzyska Olimpijskie w Salt Lake City, gdzie jako drużyna nie weszli do drugiej serii, były dalekie od oczekiwań. Kojonkoski szybko jednak sobie poradził i już w trakcie następnego sezonu jego drużyna zajęła trzecie miejsce w PN. Tommy Ingebrigtsen zdobył srebro indywidualnie na Mistrzostwach Świata w Predazzo, a drużyna brąz. Na większe sukcesy trzeba było jednak poczekać do sezonu 2003/2004. Mika uważał wprawdzie, że w skokach potrzebny jest bardzo trening fizyczny, ale cała filozofia leży w głowie. Wiedział, że musi być delikatny w swoich słowach. Wówczas wyzwoliło się jego słynne powiedzenie do skoczków „Normal is enough”. Starał się zawsze podkreślać, że siła tkwi w drużynie, co pomogło norweskim skoczkom przechodzić obok porażek bardziej obojętnie. Jako absolwent psychologii zbudował kadrę bardzo silną psychicznie. Kiedy po konkursach, treningach analizował z każdym indywidualnie jego skoki, starał się nie dawać wskazówek sam. Zadawał pytania i doprowadzał do tego, aby zawodnik sam wysunął propozycję, co trzeba poprawić. Nigdy nie stawiał siebie w centrum, jako najważniejszej postaci, mającej najwięcej do powiedzenia. Kiedy nastał sezon 2003/2004 wszyscy kibice przecierali oczy ze zdumienia. Sigurd Pettersen w imponującym stylu wygrał Turniej Czterech Skoczni, triumfując w trzech konkursach, co w historii także nie zdarzało się często. Norwegowie wygrali wszystkie konkursy drużynowe w tamtym sezonie i niemal zawsze gościli na podium konkursów indywidualnych. Ostatecznie wygrali Puchar Narodów i umieścili trzech swoich zawodników w pierwszej czwórce klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Roar Ljoekelsoey przegrał Kryształową Kulę z Janne Ahonenem o 10 punktów! Trzeci wówczas był Bjoern Einar Romoeren, a czwarty Sigurd Pettersen.
To był zdecydowanie najlepszy sezon Norwegów za czasów Miki Kojonkoskiego, ale to nie znaczy, że był to koniec sukcesów. Spełniły się marzenia Norwegów, aby ich kraj na stałe zawitał do czołówki skoków narciarskich. Do 2011 roku kadra Kojonkoskiego wyjeżdżała z każdych Mistrzostw Świata z przynajmniej dwoma medalami. Największe oczekiwania były chyba przed Igrzyskami Olimpijskimi w Turnie 2006. Kibice tego kraju pragnęli złota w drużynie, które było także celem samego trenera. Ten cel jednak się nie spełnił, ale kadra norweska wyjechała i tak z wielkim sukcesem. Lars Bystoel zdobył bowiem złoty medal na skoczni normalnej i brązowy na dużej. Również trzeciego miejsca drużyny nie można traktować jako wielkiej porażki.
Osobiście uważam Mikę Kojonkoskiego za najlepszego trenera w tej dyscyplinie sportu. Szczególnie po przeczytaniu tej książki, która udowodniła mi, że to jest bardzo mądry człowiek. Osiągnął tyle sukcesów, że pozazdrościć może mu każdy trener. Bardzo sympatyczny Fin, który zjednał sobie bardzo duże grono sympatyków w Polsce. Szczególnie, kiedy zachwycał się naszym Zakopanem. Także ten aspekt nie został pominięty w książce Jona Gangdala. Polecam ją wszystkim fanom skoków narciarskich!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *