Medalowe historie olimpijskie: Brąz, srebro i złoto w Parku Świstaków

– Justyna Kowalczyk, uparta baba, przekorna góralka, dopięła swego – mówiła w jednym z moich ulubionych reportażów idolka Justyna Szubert-Kotomska. Nic dodać, nic ująć. Zrobiła więcej, niż sama się spodziewała. Srebro, brąz i złoto. Drugie w historii i to w pięknym stylu.

Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Vancouver były wzruszające pod wieloma względami. Ona przeszła jednak na nich samą siebie. Jechała na nie jako faworytka, chociaż sama tonowała nastroje. Piąte miejsce w biegu stylem dowolnym na dziesięć kilometrów dla wielu było porażką. Moim zdaniem pokazało to, jak trudno podczas olimpiady o medale. Każdy przecież szykuje na tę imprezę szczyt formy. Po krążki sięgają najlepsi. A kibiców interesowało tylko zwycięstwo. Przyszedł wreszcie sprint. Siedemnastego lutego worek z medalami dla Kowalczyk się otworzył. W eliminacjach była piąta. W cuglach przebrnęła kolejne etapy a w finale na stadion wjechała pierwsza. Zjazdy i… Bjoergen. Marit Bjoergen! Po latach kryzysu wyskoczyła i zgarnęła Justynie złoto sprzed nosa. Kowalczyk sięgnęła jednak po srebro. Najlepsze wówczas w karierze na igrzyskach.

Rywalizacja w Parku Świstaków jednak nie kończyła się na sprincie. Dziewiętnastego lutego rozgrywano bieg łączony. Celowo pomijam wszystkie kontrowersje, jakie wywołały słowa Justyny o Bjoergen i astmie. W tej serii skupiamy się przede wszystkim na sferze sportowej, medalowej. Kowalczyk przez cały bieg trzymała się czołówki. Na zmianie nart była szósta. Później cały czas wymagający bieg a ona pozostawała w walce o swój trzeci medal w karierze. Zbliżała się meta. Marit Bjoergen odskoczyła rywalkom. Nie było szans jej dogonić. W walce o srebro zostały Polka, Steira i Haag. Jednak to Szwedka wyszła z tego obronną ręką. O brązowym medalu decydował foto finisz. Mijały chwile, które ciągnęły się w nieskończoność. Wreszcie to ogłosili! Justyna Kowalczyk z brązowym medalem! Nerwy wiązały się nie tylko z emocjonującym finiszem. – Na jednym z zakrętów przy zmianie torów zrobiłam łyżwę na „klasyku”, ale na szczęście ilość kroków, jakie wykonałam łyżwą nie była na tyle duża, aby mnie zdyskwalifikować. To były ledwie trzy-cztery kroki łyżwą, ale decyzja o wykluczeniu mnie wisiała w powietrzu – opowiadała TVP wówczas polska biegaczka. Na szczęście do tego nie doszło. Kowalczyk wciąż była jednak bez złota. Cały czas czekaliśmy na drugi złoty medal dla Polski w historii Zimowych Igrzysk Olimpijskich.

Czekaliśmy do tego dnia. Bez dwóch zdań najbardziej emocjonującymi konkurencjami w biegach są sprinty. Tam zwykle decydujące momenty to finisze. Dystanse? Ktoś ucieka, ktoś się urywa. Ale nie tutaj, nie na tych Igrzyskach, nie w Vancouver. Tutaj spotkały się dwie potęgi, które w ostatnim biegu na tej imprezie chciały być najlepsze. Bjoergen zdobyła już dwa złota indywidualnie, a to przecież Kowalczyk przyleciała do Kanady jako faworytka. Marit była w wybornej formie, ale Justyna także. Czas na jej koronny dystans. Od początku trzymały się gdzieś blisko siebie. W końcu atak. Niestety, nie ze strony Polki. Jest 22 kilometr. Marit Bjoergen postanawia włączyć szósty bieg, odpycha się kijkami mocniej niż Polka. Jej przewaga wzrosła do kilkudziesięciu metrów. Znowu? Znowu nie będzie złota dla Polski? Serca kibiców w naszym kraju zamarły. Dlaczego ona nie goni? Dlaczego nie stara się pobiec tempem Bjoergen? Tyle lat czekamy, a jeśli tej szansy nie wykorzystamy, to kiedy zdobędziemy złoto na IO? Kilometr, dwa… jest, Kowalczyk jednak goni. Justyna nie składa broni. Wiedziała, że szarpanie i może źle się to skończyć. Dobiegły do stadionu przed ostatnią pętlą. Na ostatnie cztery kilometry ruszają razem. Tylko one dwie. Wszystkie oczy wpatrzone w dwie potęgi. Kilkadziesiąt milionów ludzi na świecie. Jakby przez chwilę biegi narciarskie stały się dyscypliną uprawianą wyczynowo na całym świecie. Jak gdyby kula ziemska podzieliła się na Polaków i Norwegów. Meta jest coraz bliżej, a żadna z nich się nie urywa. Kowalczyk wie, że przed ostatnim zjazdem na stadion musi uzyskać trochę przewagi, gdyż ten element nie jest jej najlepszą stroną. Wyrwała się na 10-20 metrów. Polka jest pierwsza na stadionie. Bjoergen błyskawicznie odrabia straty. To musi skończyć się zawziętym finiszem na ostatniej prostej. Ostatni zakręt, Bjoergen wychodzi na tor obok. Pchają, pchają. Och, niechże ta chwila wreszcie się skończy. Obie jak lwice, jakby wewnątrz zapomniały, że mają 30 kilometrów w nogach. Kowalczyk jakby bardziej. Justyna całym ciałem odpychała się ile jej siły w ciele zostało. „Kowalczyk minimalnie. Kowalczyk minimalnie. Jeeeeeest wyrwała to złoto, wprost wyrwała Norweżce. Mamy drugi złoty medal w historii polskiego narciarstwa. Zrobiła to! Zrobiła!”. Marek Jóźwik wyraził to wszystko w najlepszy sposób, jaki się dało. Ten bieg nadał biegom narciarskim nowej odsłony. Emocji, rywalizacji i kolorytu. Polka mistrzynią olimpijską!

Źródło: TVP/ Interia/Informacja własna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *