Maryna Gąsienica-Daniel powalczy o wejście do światowej czołówki?

fot. Alicja Kosman / PZN

Sezon 2016/2017 był zdecydowanie najlepszym w karierze polskiej alpejki Maryny Gąsienicy-Daniel. Na razie trudno przewidywać czy będzie można go nazwać przełomowym, ale Polka na pewno zrobiła ważny krok w stronę większych sukcesów. Kolejna zima pokaże czy Polce uda się pójść za ciosem. 

Maryna Gąsienica-Daniel była jedyną reprezentantką Polski w kobiecym gronie na alpejskich MŚ w Sankt Moritz. Nieco niespodziewanie udało jej się znaleźć w gronie 30 najlepszych zawodniczek pierwszego przejazdu slalomu. To dość duży profit przed drugim przejazdem, gdyż zawodniczki sklasyfikowane na miejscach powyżej 30. wyjeżdżają na trasę drugiego przejazdu na koniec, po występach najlepszych. Tej okazji nie udało się wykorzystać, bo Polka nie ukończyła swojego przejazdu, który otwierał drugą część slalomu. Pierwszym przejazdem pokazała jednak, że stać ją na nawiązanie walki z szeroką światową czołówką. Niedługo po Mistrzostwach Świata Gąsienica-Daniel zdobyła swoje pierwsze punkty w Pucharze Świata, zajmując 26. miejsce w kombinacji w Crans Montana.

Pierwszy znaczny przebłysk talentu Maryny można było zobaczyć w 2013 roku na Mistrzostwach Świata Juniorów w kanadyjskim Mont St Anne. W slalomie gigancie zajęła tam ona 5. miejsce. W tym samym roku, ale już w kolejnym sezonie polska alpejka wywalczyła złoty medal za gigant na Zimowej Uniwersjadzie w Trentino (konkurencje alpejskie odbyły się w Pozza di Fassa). Aż do sezonu 2016/2017 były to dwa najlepsze występy Polki pod względem FIS punktów. Wysoka pozycja na liście FIS punktów to sprawa dość istotna, bo pozwala mieć w zawodach niższy numer startowy i jechać po mniej zniszczonej trasie. Kilkoma dobrymi występami w ubiegłym sezonie Maryna zapewniła sobie awans do czołowej 100 na liście rankingowej w slalomie gigancie. Obecnie zajmuje ona 87 miejsce. Gąsienica-Daniel jest również wśród najlepszych 100 zawodniczek w kombinacji alpejskiej. Zanotowała też znaczny awans w zjeździe i supergigancie.

Ubiegłoroczna kontuzja Sabiny Majerczyk, która wykluczyła ją z występów sprawiła, że Maryna była jedyną Polką mającą realne szanse na punktowanie w Pucharze Świata. Wprawdzie w zawodach tej rangi startowały też Daria Krajewska i Katarzyna Wąsek, ale pokazały one, że nie są obecnie na poziomie dającym jakiekolwiek szanse na sukcesy na tym poziomie. Również w Pucharze Europy dwie wspomniane zawodniczki nie potrafiły przebić się do punktowanej strefy. Można mieć jedynie nadzieję, że kolejne miesiące przyniosą znaczny postęp.

Lepsze występy Maryny to również zwiększona obecność w mediach i większa rozpoznawalność. Zaowocowało to pozyskaniem sponsora, którym została firma Poltent. Dzięki większym możliwościom finansowym Maryna mogła pozwolić sobie na poszerzenie sztabu szkoleniowego. Nastąpiły również zmiany w przygotowaniach do sezonu. Polka tego lata trenowała z norweskimi alpejczykami, co powinno pomóc we wzniesieniu się na jeszcze wyższy poziom sportowy. Sukcesy jakie w ostatnich latach odnosi stosunkowo nieliczna (w porównaniu np. z kadrami Austrii czy Szwajcarii) kadra norweska sprawiają, że metody szkoleniowe Norwegów są przez niektórych uznawane za wzór do naśladowania. – W ubiegłym roku musieliśmy razem z trenerem Marcinem Orłowskim podążać programem naszej  kadry, a teraz dzięki lepszym wynikom otrzymaliśmy więcej swobody. Sami możemy zatem decydować, gdzie i kiedy chcemy jechać – powiedziała w rozmowie z Tomaszem Kalembą z sport.onet.pl Maryna Gąsienica-Daniel, która – jak sama twierdzi – potrzebuje innego trybu przygotowań niż reszta polskiej kadry, która składa się w dużej mierze z bardzo młodych zawodniczek będących jeszcze na wcześniejszym etapie treningowego rozwoju. Współpraca z zespołem norweskim ma potrwać do grudnia i przynieść obustronne korzyści. – Norweski trener zauważył, że też jestem w stanie pomóc jego zawodniczkom, bo dysponuję od nich lepszą techniką. Ja z kolei zyskuję wysokiej klasy sparingpartnerki – powiedziała Maryna.

Głównym celem najlepszej polskiej alpejki na przyszły sezon będą oczywiście Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pjongczang. Niespełna cztery lata temu Maryna zadebiutowała na igrzyskach w Soczi, gdzie startowała w trzech konkurencjach – slalomie, supergigancie i slalomie gigancie. Ukończyć udało jej się tylko slalom gigant, w którym zajęła 32. miejsce. Apetyty przed igrzyskami w Pjongczang są jednak większe. Niezwykle ważne są oczywiście starty w Pucharze Świata. Gdyby naszej zawodniczce udało przebić się do najlepszej 30 klasyfikacji giganta na koniec sezonu, miałaby szanse startować w pierwszym przejeździe pomiędzy najlepszymi (najlepsza 30 danej konkurencji startuje jako pierwsza, a zawodniczki sklasyfikowane niżej zachowują hierarchię według FIS punktów, z pewnymi wyjątkami dotyczącymi triumfatorek pucharów kontynentalnych czy zawodniczek z dużą liczbą punktów w łącznej klasyfikacji WCSL).

– Powoli zaczynam pukać do światowej czołówki. Czasami brakowało po prostu szczęścia i brakowało kilkunastu setnych części sekundy, by zrobić fajny wynik. To mnie tylko napędza do tego, by w zbliżającym się sezonie było jeszcze lepiej – powiedziała Gąsienica Daniel. Zanim Maryna zdobyła swoje pierwsze punkty, kilka razy otarła się o najlepszą 30, m.in. w Kronplatz, gdzie była 32. w gigancie oraz w Garmisch-Partenkirchen, gdzie zajęła 31. miejsce w super G.  Zgodnie z tym co mówi trener zawodniczki – Marcin Orłowski – Maryna ma jeszcze nieco do poprawy jeśli chodzi parametry fizyczne. Choć nastąpiła już pewna poprawa w masie mięśniowej i tkance tłuszczowej to nadal jest nad czym pracować.  – Przybyło jej – przy wadze nieco ponad 50 kilogramów – dwa-trzy kilogramy mięśni. To naprawdę sporo. Chcemy, by tych mięśni było jeszcze więcej, ale to trudno utrzymać w momencie, kiedy wchodzi specjalistyczny trening i sporo czasu spędza się już na lodowcu. Brakuje wtedy ćwiczeń siłowych – mówił trener Orłowski.

Latem Maryna nie startowała w żadnych zawodach i skupiała się wyłącznie na treningu. Pierwszy sprawdzianem dla Maryny może być inauguracja 51. edycji Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim, która odbędzie się już za niecałe dwa tygodnie w austriackim Sölden. Już dziś wiadomo, że w otwierających sezon zawodach na lodowcu Rettenbach zabraknie kilku bardzo dobrych zawodniczek z Larą Gut, Anną Veith czy Lindsey Vonn na czele.

Źródło: sport.onet.pl, informacja własna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *