Maciej Staręga zadowolony z zimy: „Nie dążyłem do finału”

fot. Irek Trawka

Maciej Staręga w tym sezonie doświadczył nas wielkimi emocjami, zwłaszcza w Lahti, gdzie w pięknym stylu awansował do półfinału sprintów i osiągnął swój najlepszy wynik imprezy rangi mistrzowskiej w karierze. – Osiągnąłem rezultat, na który stać mnie było od kilku lat – przyznał w rozmowie ze Sportsinwinter.pl w Jakuszycach Staręga. 

MK: Przed rokiem z Jakuszyc wyjeżdżałeś z workiem medali mistrzostw Polski. Teraz konkurencje inne i jest ich trochę mniej. Wygląda jednak na to, że jesteś zadowolony.

MS: Tak, ale swoje z Pawłem Kliszem zrobiliśmy. Wygraliśmy team sprint, a to było dla nas najważniejsze. W sztafecie też walczyliśmy do samego końca o złoto, zabrakło sześć sekund. Różnie się to układa, ale trzeba być zadowolonym. Różnica bardzo mała, mogło to się inaczej poukładać. Ktoś mógł pobiec mocniej i moglibyśmy być na pierwszym miejscu. Zawsze jednak tak jest w sztafetach, że jak ktoś ma gorszy dzień, to może to kosztować słabsze miejsce. Ogólnie jestem zadowolony. Nie biegłem „trzydziestki”, bo miałem już dość po tym sezonie. Zwłaszcza po Kanadzie. Wielkiej różnicy by mi to nie zrobiło, czy bym wystartował czy nie. Wiem, że Jana Antolca ciężko byłoby pokonać. Czasem trzeba kalkulować i oszczędzać siły na dalsze biegi.

MK: Biegłeś na pierwszej zmianie klasykiem. Nie wolałeś swojej „łyżwy”, długo ustalaliście skład?

MS: Nie, to było jasne. Wiedzieliśmy, że Paweł Klisz ma dobry finisz i „łyżwę”, Daniel Iwanowski też lepszy w tym stylu, więc mi został tylko styl klasyczny. W sumie na dystansie nie ma u mnie większej różnicy między tymi stylami. Arek Posiadała wolał klasyk, więc mieliśmy to jakby z góry ustalone. Wielkich kombinacji tam nie było.

MK: Za Tobą bardzo udany sezon w Pucharze Świata. Określisz jako lepszy niż poprzedni, mimo że nie było finału?

MS: Tak, nie było finału, ale ja w tym sezonie nie dążyłem do finału. W tamtym roku to był mój główny cel i to się udało. Tej zimy było natomiast dużo półfinałów i miejsc w drugiej dziesiątce. Zdobyłem najwięcej punktów Pucharu Świata w swojej karierze i to jest bardzo dobre. Do tego na głównej imprezie w Lahti świetny wynik, na takim topowym poziomie, na jaki mnie było stać od kilku lat, ale nie mogłem tego udowodnić. W następnym sezonie moim głównym założeniem będzie osiągnięcie finału i podium w PŚ. Na igrzyskach powtórzenie wyniku z mistrzostw świata będzie trudno, bo tam sprint rozgrywany ma być stylem klasycznym. Będę jednak nad tym stylem pracował. Każdy ma jednak swoją koronną konkurencję a akurat mojej nie będzie w Pjongczang. Chcę zaatakować podium PŚ i to byłoby dla mnie coś pięknego.

MK: Planujesz może znowu jakieś zagraniczne treningi w stylu klasycznym?

MS: Tak, tak. Planuję coś takiego. Razem z chłopakami z kadry chcemy przebywać w Norwegii między zgrupowaniami, tam pracować. Mamy nadzieję, że to nam przyniesie dobry rezultat, poprawimy swoją technikę i przede wszystkim podniesiemy swój poziom. Spróbujemy czegoś nowego, czego w Polsce nikt nie robił. Trener jest na to otwarty, będzie nas w tym wspomagał. Aby dało nam to możliwość walki ze światem. Patrzymy też pod kątem sztafety, może w końcu się uda nam się na nią zebrać i biegać lepiej.

MK: Rok temu po mistrzostwach Polski startowałeś jeszcze w zawodach FIS. Teraz też masz takie plany?

MS: Wezmę udział w super sprincie, takim na 100 metrów. Staram się szukać czegoś innego w sprincie. Zauważyłem, że taka konkurencja jak super sprint, pomagają w kształtowaniu szybkości. Sprint z roku na rok robi się coraz bardziej dynamiczny i potrzeba właśnie tej szybkości. W takim biegu na sto metrów technika jest nieco inna i chciałbym też w tym kierunku się dokształcić i zobaczyć, czy mi to pomoże czy nie. Myślę, że tak. Johannes Klaebo jest dobry w tej konkurencji i to widać potem w sprintach, gdzie na dystansie 10 metrów potrafi zbudować mocną przewagę. Myślę, że to dobra droga i pojadę to sprawdzić.

MK: W sprintach ważna jest też pewność siebie a ty często powtarzasz, że możesz wygrać z każdym.

MS: Tak, ten aspekt jest bardzo ważny. Kiedyś biegałem taką młodzieńczą nonszalancją, czy też ambicją, żywiołem. W tym roku wszystkie sprinty były dla mnie z doświadczeniem. Wszystkie półfinały, które osiągnąłem, to zrobiłem doświadczeniem. Nie było tak, że miałem dobry dzień i wychodziło. Nawet jak miałem gorsze kwalifikacje, to wiedziałem, że w biegach bark w bark, potrafię wygrać z każdym. Dlatego te półfinały były łatwiejsze do osiągnięcia niż w poprzednich latach. Może nie było tego finału, nie układało się to tak idealnie, ale wiem, że to wszystko jest w zasięgu. Będę patrzył w tym kierunku, aby finałów było jak najwięcej.

Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *