Krystyna Guzik: Trener mówił, że jak nam nie pasuje, to możemy skończyć [wywiad]

????????????????????????????????????

To jest historia jak z dziwnego snu, z którego polskie biathlonistki obudzić się nie mogą. Mimo że w ostatnich latach na sukcesy nie mamy co narzekać, to trener, zdaje się, robi wszystko, aby takowych nie było. I to powoduje, że ten wywiad z Krystyną Guzik jest trudny. Sytuacji w polskiej kadrze nie da się zrozumieć. – Prędzej wykruszą się zawodniczki niż cokolwiek się zmieni – powiedziała w rozmowie z nami, najlepsza polska biathlonistka minionej zimy. Rozmawiał Mateusz Król.

MK: Nie mogę zacząć inaczej, jak zapytać o Pani samopoczucie…

KG: Dziękuję, bywało lepiej. Zaczyna mi brakować treningów. Rehabilitacja barku to długa i monotonna droga do pełnej sprawności. Trzeba być bardzo cierpliwym. Mi czasami tej cierpliwości brakuje.

MK: Jak dochodzi do takiej kontuzji, której się Pani nabawiła. To jakiś skutek przeciążenia?

KG: Tak, to skutek przeciążenia. Nawarstwione zmęczenie mięśni przygotowaniami i startami. Bardzo mała przerwa pomiędzy sezonami. Do tego bardzo mocno zaczęliśmy przygotowania do kolejnego sezonu. Już wcześniej alarmowałam trenerom, że potrzebuję co kilka dni dnia odpoczynku by się trochę zregenerować. Mój wiek nie pozwala mi się już szybko regenerować i wytrzymywać wszystkie obciążenia. Nigdy nie byłam oszczędzana, zawsze wyciskali ze mnie wszystko i większość treningów z większymi obciążeniami. Do tego starty nawet jeśli byłam chora. Forsowanie organizmu do niczego dobrego nie prowadzi. Jestem jeszcze z natury góralką i każdą pracę robię na 120 %, nawet jeśli mięśnie odmawiają, potrafię je zmusić do pracy. Nauczył mnie tego trener Henryk Przybyszewski a później Nadja Biełowa zakorzeniła we mnie na dobre taki charakter do pracy. Przerwy w karierze sportowej zawsze spowodowane były kontuzjami. Rzadko słuchałam swojego ciała, gdy alarmowało że może trochę za dużo.

W Bydgoszczy podczas zgrupowania już w ostatni dzień obozu pod koniec treningu na siłowni doznałam urazu. Nasz trener przeciwny jest treningowi funkcjonalnemu.  Uważa, że taki trening do niczego nie prowadzi. Mimo tego bardzo często podłapuje filmy z ćwiczeniami biegaczek norweskich i wplata nam w trening. To było jedno z nowych ćwiczeń. Zaawansowane ćwiczenie treningu funkcjonalnego. Moje mięśnie były tak skrajnie zmęczone, że nie utrzymały ciężaru ciała.

MK: Widać u Pani jednak determinację i zero objaw załamania. Czy to tylko pozory? Nie czuje Pani, że po tak świetnym sezonie, to jednak pech?

KG: Oczywiście, że pech. Myślałam, że limit kontuzji już wyczerpałam. Jednak nie. Załamanie, obawy itp., nic tutaj nie pomogą. Już po fakcie. Teraz trzeba działać. Liczy się czas. Jestem w dobrych rękach. Prof. Ficek, dr. Cholewiński z Galen w Bieruniu już wyciągali mnie z podobnej kontuzji.  Pracuje ze mną bardzo dobry fizjoterapeuta, więc tym bardziej jestem spokojna. Do Igrzysk Olimpijskich jest jeszcze czas – to jest impreza najważniejsza. Dobrze mi zrobi jeden sezon luźniejszy. Co nie znaczy, że całkowicie odpuszczę. Cel na ten sezon to Mistrzostwa Świata w Hochfilzen. Myślę, że jestem w stanie się przygotować. A do sezonu Olimpijskiego chciałabym podejść z cięższymi przygotowaniami, o ile trenerzy mi na to pozwolą.

MK: Pisze Pani często, że do Mistrzostw Świata się Pani przygotuje. Skąd ta pewność?

KG: Ponieważ do najważniejszej imprezy w tym sezonie mam jeszcze 8 miesięcy. Więc spokojnie zdążę się przygotować. A czas od rozpoczęcia rehabilitacji, czyli już 3 tygodnie, bardzo dobrze wykorzystałam do poprawy pozostałych partii mięśni , nie tylko ręka ale ogólnie całe ciało. Taki generalny remont (uśmiech).

MK: Wyżej wspominaliśmy o przeciążeniach, zatem czy po sezonie zdążyła się Pani udać na wakacje? Odpocząć, spędzić czas z najbliższymi…

Nawet nie wiem kiedy kwiecień przeleciał. W sezonie bardzo dużo wyjeżdżamy, praktycznie tylko kwiecień mamy wolny dla siebie i to często jeszcze niecały. W tym czasie jest wiele spraw, które trzeba ogarnąć. Tak naprawdę nie ma kiedy wyjechać na wakacje. Tak wychodzi, że na wakacje wyjeżdżamy do domu.

MK: Wraca Pani myślami do poprzedniego sezonu? Jakie momenty zapadły Pani w pamięci szczególnie?

Często myślę o straconych szansach spowodowanych jednym strzałem. Myślę jak mogę poprawić strzelanie. W tym roku, tak samo jak wcześniejszym, jeden strzał dzielił mnie od medalu Mistrzostw Świata. Często analizuję swoje błędy i chciałabym coś poprawić, spróbować czegoś nowego, zaryzykować by tylko poprawić strzelanie. Zawodniczki z Niemiec wielokrotnie zmieniają swoje kolby poprawiają coś dopasowują. Ja też chciałam zaraz po sezonie jechać i kupić sobie taką kolbę. Podczas Mistrzostw Świata dostałam zgodę Pani Prezes Polskiego Związku Biathlonu. Natomiast po sezonie w momencie gdy chciałam pojechać i kupić sobie taką kolbę, to mi zabronili. Powiedzieli, iż ta jest dobra, dobrze strzelam i co chwile kupuję nową kolbę itp. Mam poczekać bo będziemy współpracować z trenerem Austriackim i że on mi już dopasuje. Miało się wiele zmienić w treningu strzeleckim. Jednak znowu nabrałam się na obietnice itp. Zmiana treningu strzeleckiego polegała tylko na tym, że dostałam ładnie wydrukowany konspekt treningu strzeleckiego i tyle. Natomiast trenerzy całą swoją uwagę kierowali na nową zawodniczkę biathlonu Dominikę Bielecką z biegów, ponieważ muszą ją nauczyć strzelania od podstaw.

MK: No właśnie… po sezonie sporo mówiło się o konflikcie na linii trener-zawodniczki. Nie chcę już dopytywać o szczegóły. Chcę jednak poznać Pani zdanie, czy Pani zdaniem udało się, bądź uda się ten kryzys zażegnać?

KG: Uważam, że nie da się nic zrobić. Prędzej wykruszą się zawodniczki niż cokolwiek się zmieni. Skoro trzy bardzo dobre zawodniczki nie chcą pracować z trenerem Kołodziejczykiem, to coś jest nie tak. Czasami mam wrażenie, że trener Kołodziejczyk dąży do tego by został sam z Moniką Hojnisz, którą od dziecka prowadzi. Chce być chyba jak trener Wieretelny z Justyną Kowalczyk. Trener Adam wielokrotnie mówił do nas, że jak nam nie pasuje to możemy skończyć. Rok wcześniej powiedział mi, że ze mnie się już nic więcej nie wyciśnie a ostatni sezon był moim najlepszym – byłam w pierwszej 10-tce. Czyli coś dało się jeszcze wycisnąć. My jako zawodniczki nic nie możemy. Komentować, zmieniać treningów itp. Musimy realizować plan treningowy nawet jeśli nie jest on dopasowany do nas. Często musimy po kryjomu dodawać treningi, które są niezbędne. Tylko jedna zawodniczka zawsze może coś zmienić i jest brana pod uwagę. Co roku jest problem z zawodniczkami. Zaczęło się już z Agnieszką Cyl, Pauliną Bobak, Magdą Gwizdoń, zeszły sezon była Weronika Nowakowska a ten sezon chyba był na mnie. Zostałam wykluczona kontuzją. Wielokrotnie komentowana przez trenera Adama kupa śrubek. Tylko trener Adam nie pomyślał czyja to zasługa. Myślę, że gdyby tylko troszkę współpracował z zawodniczkami to by nie było kontuzji, strzelanie by się poprawiło i atmosfera by też była lepsza.

MK: Wyobraża sobie Pani przyszły sezon bez Weroniki Nowakowskiej? Sztafeta została chyba mocno osłabiona?

KG: Absolutnie nie wierzę w sztafetę bez Weroniki. Chyba że stanie się cud. My bardzo często w najmocniejszym składzie miałyśmy problemy by zając wysokie miejsce. W osłabionym składzie będzie to bardzo ciężkie.  Realnie nie wierzę. Ale jestem optymistką i mam nadzieję, że młode dziewczyny dorównają. No i w tej chwili chyba nie mamy się czym martwić, bo naszą grupę zasiliła bardzo dobra biegaczka – tak trener mówi.

MK: Co Pani myśli o przyszłości biathlonu w naszym kraju? Rozwija się? Czego jeszcze brakuje?

KG: Brakuje dobrego trenera. Trener Adam ma przypisanych kilka medali , ale tak naprawdę to medale Nadji Biełowej. To ona nas przygotowała na taki poziom. Wystarczyło zejść z objętości i sypnęły się wyniki. Wyjątek Monika Hojnisz – ona od początku pracowała z trenerem Adamem. Ale pytanie gdzie reszta zawodników, których szkolił trener Adam? Myślę, że długo nie będzie takiej grupy jaką miałyśmy w Oslo. Mam jednak nadzieję, że Weronika wróci i że spotkamy się wszystkie w Korei w przyszłym sezonie.

Bardzo dobrym krokiem jest to, że trenerka Nadja Bielowa szkoli naszą kadrę młodzieżową. Nareszcie młodzi zawodnicy będą przygotowywani tak jak powinni. Jeżeli chodzi o trening strzelecki są w bardzo dobrych rękach. Jeśli to przetrwają, to z tego pokolenia wyklują się dobrzy zawodnicy.

MK: Czy jest coś, co chciałaby Pani jeszcze w swojej karierze osiągnąć szczególnie?

KG: Tak, moim celem jest medal Igrzysk Olimpijskich. Jednak po tym wywiadzie chyba do Igrzysk nie dotrwam.

Dziękuję za wywiad.

7 thoughts on “Krystyna Guzik: Trener mówił, że jak nam nie pasuje, to możemy skończyć [wywiad]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.