Król biegów opuścił tron, czyli rzecz o Petterze Northugu

fot: wikipedia.org

Mógł być „tylko” kolejnym w historii Norwegii mistrzem w biegach narciarskich. Wolał podążać własną drogą, nie tłumić swojego charakteru, zostać po prostu sobą. To przyniosło mu niesamowite sukcesy, sławę i chwałę, której mogą mu pozazdrościć najwięksi w dziejach tej dyscypliny. Choć Petter Northug zakończył karierę, to w pamięci kibiców pozostanie na zawsze.

Urodził się w święto Trzech Króli. Znamienna data, bo sam potem został okrzyknięty władcą biegów narciarskich. Zanim jednak dotarł na szczyt kariery sportowej, rozważał zupełnie różne ścieżki. Na świat przyszedł w niewielkiej miejscowości Mosvik w regionie Nord-Troendelag. Z jego postacią bardziej kojarzy się oddalone o ponad 80 kilometrów Trondheim. Właśnie tam rozpoczynał swoją przygodę z sportem. Pierwotnie żywo interesował się skokami narciarskimi i nawet rozpoczął treningi na skoczni. Potem zmienił swoją pasję na biathlon. Tylko tymczasowo. Ostatecznie wreszcie postawił na biegi, co przyniosło jego nacji wspaniałe sukcesy, a światu niebywałą dawkę emocji i kontrowersji.

Doceniony w juniorach, odrzucony na igrzyska

Drogi na szczyt nie miał usłanej różami. Nie pochodził z bogatej rodziny. Jako siedmiolatek sam opracowywał sobie plan treningowy. Na arenie międzynarodowej zadebiutował w 2002 roku podczas zawodów FIS Race w norweskiej Gali, gdzie zajął 63. miejsce w kwalifikacjach do sprintu stylem klasycznym. Chociaż wynik ten nie był powalający, to wkrótce nazwano go jednym z najbardziej obiecujących talentów w kraju Wikingów, a on odwdzięczał się coraz lepszymi wynikami. Jego kariera rozwijała się stopniowo. Właściwie w każdym sezonie czynił krok do przodu. W 2003 roku pierwszy raz stanął na podium zawodów juniorskich. Dwa lata później cieszył się już z wygranych oraz debiutu w Pucharze Świata. Sprint stylem klasycznym w Drammen nie przyniósł mu od razu punktów, zajął 35. miejsce w eliminacjach. W tym samym roku zaznaczył swój potencjał podczas mistrzostw świata juniorów. To było w fińskim Rovaniemi, gdzie zgarnął medale w każdej z pięciu konkurencji, a dwa z nich były złote (15 km, łączony na 20 km). Sukcesy biegacza zyskały uznanie w kraju, dzięki czemu został pierwszym juniorem, który podpisał kontrakt z Fischerem. Prawdziwy popis Northug dał jednak rok później podczas juniorskiego czempionatu w Kranju, gdzie wygrał wszystkie cztery biegi. Kilka miesięcy wcześniej, na początku sezonu 2005/06, po raz pierwszy wszedł do czołowej trzydziestki Pucharu Świata. To był dla niego przełomowy sezon, bo odniósł w nim premierowe zwycięstwo w zawodach najwyższej rangi. Wcześniej sięgał też po złote medale mistrzostw Norwegii. Mimo to nie znalazł się w reprezentacji na igrzyska w Turynie.

fot: wikimedia.org

Przywrócił Norwegię na tron
Po braku nominacji olimpijskiej Northug był zawiedziony, mimo to nie spoczął na laurach. Efektem było miejsce w sztafecie podczas mistrzostw świata seniorów w Sapporo 2007. Tam wspólnie z kolegami sięgnął po swój pierwszy złoty medal w dorosłej karierze. To był dopiero początek wspaniałej ery. Sezon 2006/07 pierwszy raz zakończył w czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej PŚ, na siódmym miejscu. Kolejna zima była w jego wykonaniu nieco słabsza i na przełomie 2008 i 2009 roku wrócił do gry na poważnie. Podczas inauguracyjnych zawodów tego sezonu w Gällivare stanął na podium w biegu na 15 km. Przez cały czas plasował się w czołówce, co w efekcie dało mu drugie miejsce w klasyfikacji generalnej PŚ. Tej zimy był już gwiazdą mistrzostw świata rozgrywanych w Libercu. Tam sięgnął po swoje pierwsze złote medale indywidualnie. Najlepszy okazał się w skiathlonie oraz biegu na 50 km stylem dowolnym. Do tego dorzucił kolejny tytuł w sztafecie. Na celu miał już jednak kolejne trofea, a przede wszystkim udział w igrzyskach olimpijskich 2010 roku. Właśnie tam zyskał największa sławę, kiedy pozwolił Norwegii znów cieszyć się z olimpijskiego złota. Warto bowiem uzmysłowić sobie, że dziś nacja dominująca miała wówczas za sobą zupełnie nieudane igrzyska w Turynie. W 2006 roku męska ekipa Wikingów wróciła do domu z jednym srebrnym medalem w sprincie drużynowym. Whistler mogło dać Northugowi tytuły na wielu dystansach, ale indywidualnie wygrał chyba najważniejszy dla niego bieg na 50 km, w którym przypuścił niesamowity atak na finiszu. Wcześniej triumfował także w sprincie drużynowym. Po igrzyskach wywalczył pierwszą Kryształową Kulę w karierze. Rozkręcał się z roku na rok, a najlepsze miało jeszcze nadejść.

Kolorowy ptak. Czasem paw
Po sezonie olimpijskim Northug nie miał łatwego życia. Zbliżały się mistrzostwa świata w Oslo, a on był jedną z dwóch głównych nadziei gospodarzy. Z blaskiem fleszy i zainteresowaniem kibiców radził sobie zawsze doskonale. Nie bał się też nigdy mówić tego, co myśli o rywalach. Szczególnie upodobał sobie reprezentantów Szwecji, którzy stali się jego wiecznymi wrogami. Jego słowne ataki często były wręcz skandaliczne. Wychodził jednak z założenia, że w taki sposób buduje pewność siebie i zastrasza innych zawodników. Raz apelował do króla Szwecji, aby ten nauczył swoich podwładnych wygrywania. Na początku sezonu 2012/13 wygrał rywalizację w stroju reprezentacji… Szwecji.
– Tylko w ten sposób mogą wygrać – wbijał rywalom szpilę już po biegu. Był kolorowym ptakiem tego sportu.
Czasem puszył się jak paw. Kiedyś głośno wyraził zdziwienie, że sąsiedzi Norwegów mają hymn, a innym razem określał ich walutę, jako mniej wartościową. – Kibice i eksperci czekali tylko na to, co nowego Petter wymyśli tym razem – wspomina Daniel Topczewski, dziennikarz Sportsinwinter.pl. – Northug to bez wątpienia postać biegów narciarskich, która przejdzie do historii tego sportu. Chłopak z małej wioski został trzynastokrotnym mistrzem świata, mistrzem olimpijskim i wygrał w swojej karierze wszystko, co było do wygrania – dodaje.
Jego największym atutem było właśnie to, że przemawiał nie tylko przed mikrofonami. W Oslo zdobył pięć medali, z czego aż trzy były złote. W pamięci kibiców zapisała się mimo to sztafeta. Northug dobiegał na finisz z przewagą. Lekceważył rywali, najpierw zwalniając tempo i zabawiając publikę, a następnie przed samą metą blokując drogę Szwedowi Marcusowi Hellnerowi

fot: wikipedia.org

Szwedzka wojenna ścieżka

– O Petterze pisze się najróżniejsze rzeczy, lecz on jest w mediach codziennie. Wolę czytać o spektakularnym sportowcu z ciekawą osobowością niż o jakimś mistrzu, który przygotowuje się w górach i w saunie – stwierdził kiedyś szwedzki napastnik Zlatan Ibrahimović. Jednak wypowiedzi Norwega oburzały większość kibiców w kraju Trzech Koron. Dlatego jedna ze szwedzkich gazet wydała kiedyś numer, na którego okładce był Northug biegnący po zwycięstwo, ale zamiast jego twarzy wstawiono świńską głowę. Sam zainteresowany zawsze potrafił odpowiedź na takie zaczepki. Obrażał nie tylko Szwedów. Kiedyś oberwało się nawet Justynie Kowalczyk, którą w wypowiedziach dla dziennikarzy szanował, ale na swoim blogu porównał ją do… traktora. Jednak i on nie zawsze był idealny. Szczególnie trudny był dla niego rok 2014. Z igrzysk w Soczi wrócił bez medalu. W maju spowodował do tego wypadek, prowadząc pojazd pod wpływem alkoholu. Stracił za to prawo jazdy. Wrócił jednak na szczyt rok później. Zmobilizował się, aby przed szwedzką publicznością, podczas mistrzostw świata w Falun, upokorzyć faworytów gospodarzy. Udało mu się, wrócił do domu z czterema złotymi medalami. W tym samym sezonie wygrał Tour de Ski oraz zajął drugie miejsce w klasyfikacji Pucharu Świata. Ten wynik powtórzył w 2016 roku. Ostatnim tak bardzo udanym w jego karierze.

Łzy twardziela
Northug sprawiał problemy nie tylko rywalom, także norweskiej federacji narciarskiej, a i tak nikt nie ma wątpliwości, że wraz z końcem jego kariery biegi narciarskie opuścił ktoś wyjątkowy. Wielokrotnie stawiał twarde warunki przy omawianiu kontraktów ze związkiem. Tuż przed igrzyskami w Vancouver groziło mu nawet wykluczenie z reprezentacji za podpisanie za plecami federacji prywatnego kontraktu z producentem napojów energetycznych, wówczas niedozwolonego w Norwegii. Umowa warta miliony wywołała powszechną debatę nad zachowaniem biegacza i jego wpływem na młodzież. Zaraz później pojawił się w Las Vegas na mistrzostwach świata w pokerze, grze surowo zabronionej w kraju Wikingów. Ostatecznie jednak zawsze dochodzili do porozumienia. Odejście Northuga to zatem wielka strata. Nie tylko dla jego rodaków, ale także dla świata biegów. – Łzy na twarzy takiego twardziela jak Petter zrobiły wrażenie. W końcu był kochany i jedyny w swoim rodzaju – ocenia dla „V Magazynu” Tomasz Wandzel, mieszkający w Norwegii Polak, który biegaczom przygląda się od wielu lat. – Norwegia straciła najbardziej wyrazisty symbol swojej ukochanej dyscypliny sportu. Pierwszą gwiazdę tej dyscypliny. Faceta, który upokarzał Szwedów i jednocześnie nie schodził z czołówek tamtejszych gazet. Sportowca, który pokazał, że biegi narciarskie nie muszą być nudne – wylicza Wandzel. Z biegami pożegnał się 12 grudnia 2018 roku podczas specjalnie zwołanej konferencji prasowej. Wtedy też na jego policzkach pojawiły się wspominane łzy. Trzymaj się, Petter. Świat sportu będzie za tobą tęsknić. Zapewne z wzajemnością.

Artykuł pojawił się w trzecim numerze V Magazynu. W miniony weekend Petter Northug zorganizował pożegnalny festiwal biegowy w Norwegii. Właśnie z tej okazji przypominamy tekst, który powstał tuż po ogłoszeniu zakończenia kariery.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.