„Korea zabłyśnie” – Jeff Rogers odsłania kulisy Igrzysk w Pjongczangu

(fot. IOC/PyeongChang 2018)

Igrzyska olimpijskie to wydarzenie, które nie jawi się w głowach kibiców jako zupełnie jasne, otwarte i dostępne. Większość widzów to osoby śledzące zmagania sportowców przez ekran telewizora, które nie do końca wiedzą o ich kulisach, sekretach, jak i samym gospodarzu – w tym przypadku Pjongczangu. Postanowiliśmy zaczerpnąć informacji prosto z miejsca, gdzie odbędzie się impreza. Nasz dziennikarz porozmawiał z Jeffem Rogersem, twórcą portalu i książek w projekcie iExperienceKorea, który opisuje m.in. jak igrzyska wpływają na społeczeństwo Koreańczyków i ich państwo.

Jakub Balcerski: Myśli Pan, że Korea Południowa to dobry gospodarz dla tegorocznych igrzysk?

Jeff Rogers: Są pewne aspekty kulturalne, społeczne i polityczne, które na to wpływają.

Kulturę skonstruował silny napływ konserwatywnych konfucjanistów. To sprawia, że koreańskie społeczeństwo jest mrówko-podobne w staranności i efektywności, co charakterystyczne dla społeczeństwa, co widzimy choćby na przykładzie przygotowań do igrzysk. Koreańczycy są niezwykle dumni ze swojego pochodzenia i kultury i będą go bronić swojej reputacji w obliczu wielu przyjezdnych bardziej niż zrobiłyby to inne kraje w nowoczesnym świecie. Takie cechy społeczne już dużo wnoszą do przygotowań do imprezy, a będą jeszcze bardziej kluczowe do samego jej końca.

Ekonomia kraju jest silna, żyje tu dużo zamożnych osób. Od dawna Koreańczycy są bogatą ludnością, polityka kredytów nawet obecnie jest mocno ograniczona. Ich polityka pieniężna jest ekstremalnie opiekuńcza, byli w czołówce najpotężniejszych gospodarczo państw wraz ze Stanami Zjednoczonymi przez dłuższy czas. W rezultacie, Koreańczycy mogą być nawet średnio najbogatszymi na całym świecie. To pozwoliło społeczeństwu na osiągnięcie wysokiego poziomu edukacji. Więcej niż 80% populacji uczy się ponad średnie wykształcenie, znają się świetnie na wielu dziedzinach nauki. Mają standard życia, który może się równać jedynie z paroma nacjami na świecie. To wszystko sprawia, że Korea to bardzo wygodne miejsce.

Rząd jest bardzo stanowczy, gdy przychodzi rozmawiać o masowych pracach publicznych, czy programach, które są wdrażane, by pobudzić i usprawnić przygotowania do imprezy o skali światowej. Pociągi dużej prędkości to projekt nawigowany specjalnie pod IO, przynosząc nowe sieci połączeń, które zupełnie zmieniły oblicze podróżowania z Seulu do wschodniego wybrzeża, gdzie odbędą się igrzyska, a które dotąd było od stolicy zupełnie odcięte. Stworzono również programy publiczne dla miast-gospodarzy, gdzie właściciele i najemcy budynków użytku publicznego dostali dostęp do publicznych funduszy, dzięki którym mogli oczyścić, zmodernizować, a nawet często wybudować przestrzenie na ewentualne wakaty i nieprosperujące nieruchomości. Te przykłady to tylko część pozytywnych działań rządu na rzecz stworzenia igrzysk przyjemnym i udanym przeżyciem dla sportowców, kibiców czy działaczy.

Stan rozwoju w Korei jest dość różny. Istnieją jedne obok drugich – ultranowoczesne, wysokie drapacze chmur razem z luksusowymi apartamentowcami oraz tradycyjne koreańskie domy i budynki. Współczesne metroseksualne grupy społeczne w spokoju działają, mając na przeciwko nurt zafascynowanych kulturą antyczną. To pokazuje jak odpowiednia jest Korea Południowa dla turystów z całego świata, a także jednocześnie najmilej wyobcowana.

JB: Gdy nie mówimy o samych igrzyskach, Pjongczang jest popularnym miejscem w kraju, czy zostało rozsławione jedynie przez nie?

JR: Pjongczang to mała miejscowość w Korei, położona tak naprawdę daleko od czegokolwiek odnoszącego się do igrzysk, ale jest także nazwą większego regionu i zostało wybrane jako pretendent do organizacji IO. Wcześniej ludzie z zewnątrz bardzo często mylili „Pyeongchang” ze stolicą Korei Północnej – Pyongyang, co budziło negatywne konotacje i sprawiło, że komitet zdecydował się zmienić „c” w środku nazwy na wielką literę. Tak powstało „PyeongChang”, które dzięki temu odróżnia się już od miasta związanego z KRLD.

To miejsce ma głębokie korzenie historyczne dla Koreańczyków. Tutejsze źródła są unikalnie bogate, uwzględniają politykę w czasach najsławniejszych koreańskich królów. W pałacach i sądach kronikarze odnotowywali każdy ruch władcy, zapisywali go pod postacią bezcennych archiwów, które są dostępne do dziś. Ciekawostką było to, że sam król miał zakaz czytania zapisków, odnoszących się chociażby do jego życia, czy sposobów zarządzania. Takie podejście pozwoliło zachować nienaruszony, obiektywny opis zdarzeń, będący czasem pozytywny, a innym razem negatywny, jak i uchroniło samych skrybów piszących zarówno pochlebnie, jak i krytykując rządzących.

Gangneung, które jest częścią większego regionu PjongCzang, stało się sławne, będąc w przeszłości edukacyjną mekką. Pochodzą stąd także dwie największe historycznie postacie z świadomości każdego Koreańczyka. Matka, Shi SaImDang, i syn, YeeEe – oboje żyli ponad 500 lat temu, obecnie są uhonorowani na różnych nominałach koreańskich pieniędzy. Reprezentowali dwa najbardziej znaczące, symboliczne aspekty koreańskiej kultury. Pierwsza jest ikonicznym wyobrażeniem wspierającej Matki, wyrażającym poświęcenie i miłość, będącym prawdziwym świadectwem rodzinnych więzi. Syn jest natomiast wzorem postępowania, do którego aspiruje cała młodzież.

JB: Jak nastawieni są mieszkańcy Pjongczangu do samej imprezy? Zmieniła ona trochę ich życie?

JR: Koreańczycy przez ostatnie lata nie odczuli większego wpływu igrzysk na ich życie. Oczywiście choćby ekonomia odczuła ich ciężar, ceny nieruchomości poszły nieproporcjonalnie w górę, ale to nie są czynniki, które dotknęły by ludzi w sposób znaczący i wskazujący na same IO.

Koreańczycy są zapracowani i skrupulatni w skupianiu się na codziennym życiu. Jego intensywność sprawia, że mogą być uważani za najbardziej efektywnych i energicznych ludzi żyjących na Ziemi, ale jednocześnie odsuwa od nich świadomość nadciągających wydarzeń. Wynikiem tego jest tzw. kultura PalliPalli (pol. pośpiech pośpiech – przyp. JB), w której wszystko odkładane jest na ostatnią chwilę, a później trwa ogromny wyścig, by poukładać wszystko na czas. Dla ludzi z Zachodu wygląda to na dość szalone i nieodparcie katastrofalne podejście do zarządzania projektami, ale Koreańczykom i tak udaje się je ukończyć w ostatniej chwili. Przygotowania do igrzysk nie są wyjątkiem. Wręcz przeciwnie, są idealnym przykładem tej cechy charakterystycznej dla ich społeczeństwa.

Tutejsi mieszkańcy nie mają praktycznie żadnej styczności z innymi kulturami, poza tymi znanymi z filmów i telewizji. Są na to na tyle nieprzygotowani, że boję się nieco o poziom ich stresu w czasie całego wydarzenia. Obawiam się, że większość lokalnej ludności po prostu zniknie w swoich domach i zasłoni żaluzje na miesiąc, wyglądając co jakiś czas, by sprawdzić jak wygląda stan szaleństwa na zewnątrz.

Trwa tu spora inicjatywa przyjmowania do swoich domów wizytujących Koreę zagranicznych gości, przez co spory procent ludności przyjmuje ich do siebie na czas pobytu. Ludzie z innych krajów, którzy tu żyją są niezwykle szczęśliwi ze swoich doświadczeń, ponieważ nasi sąsiedzi dostaną prawdziwą dawkę wielokulturowości w trakcie tego procesu, co może działać na żyjących tutaj na stałe pozytywnie, stwarzając przyjemniejsze warunki po tym, jak całe show już się zakończy.

JB: Można powiedzieć, że samo PjongCzang jest gotowe na ZIO?

JR: Trudno powiedzieć, czy ktokolwiek kiedyś dowie się o idealnie wykonanym planie, zakładającym dopracowanie tu wszystkiego na czas. Odwrotnie niż latem 2016 roku w Rio w Korei nie będzie przestępstw, złej organizacji, słabo przygotowanych aren, protestów i martwych ciał wypływających na brzeg. To kraj zawsze gotowy, ze względu na współpracujące ze sobą społeczeństwo, niezwykle zżyte oraz podległe liderom i autorytetom. Korea będzie błyszczeć.

JB: Temat igrzysk jest już najważniejszym w Korei? Czy jest sprawą, którą ludzie żyją i bacznie obserwują?

JR: Korea zeszłego lata była rozproszona przez wewnętrzne problemy polityczne, ludzie już zdążyli sobie wyrobić odpowiednie dla siebie poglądy. Do połowy lat 80 ubiegłego wieku Koreańczycy nie byli za bardzo upoważnieni do opuszczania granic swojego państwa. Zewnętrzni inwestorzy byli zniechęcani, aż do kryzysu MFW dekadę później. Nazywamy rząd Korei Północnej „Królestwem Pustelników”, ale tak naprawdę historia Południa często przybierała podobny kierunek. Teraz jednak, jest spory sentyment w stronę otwartości i chęć zbliżenia się do świata, ale odpowiednie społeczne mechanizmy i nastawienia jeszcze nie dają się temu rozwinąć.

W całym państwie nie ma dobrego przepływu informacji od ludzi rządzących, do tych z niższych pozycji, przez co komunikacja jest bardzo trudna. Osoby decyzyjne często nie mają pod ręką informacji, których potrzebują przez polityków, hamujących przepływ wiadomości do tego stopnia, że nikt nie ma odpowiednio dużo odwagi, by podjąć konkretne działania w najważniejszych sprawach dla kraju. Przez to ludzie zmuszeni są wielokrotnie spuścić głowy To kolejny czynnik uniemożliwiający niecierpliwe wyczekiwanie samych igrzysk.

Teraz gdy pozostają nam dwa tygodnie do igrzysk, zagraniczni dziennikarze i sportowcy zaczynają pokazywać się na ulicach Pjongczangu oraz Gangneung. Do ogółu społeczeństwa zaczyna dochodzić, że za chwilę będą się tam gromadzić tłumy uczestników całego wydarzenia. Jak już wspominałem, tutejsi mieszkańcy pozostają dość nieśmiali, kompletnie nieprzygotowani na podobne doświadczenia.

JB: Jaki sport wśród Koreańczyków powinien być tym najczęściej oglądanym w poszukiwaniu szans medalowych?

JR: Kibice są zafascynowani bardzo popularną łyżwiarką figurową, Kim Yuną. Ale odkąd wiadomo, że nie wystąpi w Pjongczangu nie mają konkretnego sportowca, w którym upatrywaliby mistrza olimpijskiego. Jeśli któryś zdobędzie złoty krążek, z pewnością zyska ich uwagę i wsparcie. Są głodni rywalizacji ich rodaków, jeśli będą w cieniu innych w większości dyscyplin to z pewnością woleliby skupić się na czymś innym niż patrzeć, jak koreańscy zawodnicy nie dają rady tym z innych krajów.

JB: Czy sami sportowcy mieli odpowiednie warunki, żeby się przygotować do swoich startów? Wiemy, że wybieg skoczni olimpijskich poza sezonem wykorzystywany jest jako część stadionu piłkarskiego, jak to wygląda w przypadku innych dyscyplin – jest równie ciężko?

JR: Jeśli chodzi o obiekty i treningi, nie możemy patrzeć na olimpijskie areny, jako wyznaczniki tego, co jest dostępne dla sportowców w całej Korei. Zawodnicy mają wszystko czego potrzebują, by przygotowywać się do najważniejszych imprez, wraz z świetnie rozwijającym się system, który to wszystko usprawnia. Dzieci są tutaj niezwykle ostro kierowane przez rodziców, dzięki czemu doświadczają być może najlepszego przygotowania mentalnego na świecie. W państwie nie ma problemu z finansowaniem sportu, czy budowaniem potrzebnych inwestycji.

JB: Jak bardzo będzie się różnił obraz igrzysk widzianych przez nas w telewizji, a ten który ujrzą ich uczestnicy na miejscu? Czego nie pokażą kamery?

JR: Koreańczycy są świetni w obrazowaniu, większość wyprodukowanych przez nich kadrów jest nieprawdziwa. Wszystkie przeszły przez Photoshopa. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety są poddawani intensywnym zabiegom, które mają upiększyć ich wizerunek, więc coraz mniej osób wygląda tak, jak naturalnie powinni. Gdy robią sobie rodzinne zdjęcia, jeden włos lub palec nie może być ułożony inaczej, niż sobie zaplanowali. Podobna dbałość o szczegóły pojawi się także w czasie igrzysk, ale nie mogę stwierdzić, czy będzie to wypaczanie rzeczywistości. Jest wiele aspektów życia w Korei, które są tak precyzyjnie zaaranżowane. Ludzie tutaj są ultra konserwatywni, wolni i rozważni w tym, co robią. Oczywiście jest tu wiele nieprzewidzianych sytuacji, gorsza strona miast, jak brudne restauracje czy sklepy, ale na tym nie skupią się operatorzy kamer. Ich oczy zwrócone będą na zalety tego miejsca, które faktycznie istnieją.

JB: Jest wiele tematów, o których nie będzie się tutaj głośno mówiło ze względu na sportową rywalizację?

JR: Zagraniczni goście przyjeżdżający do Korei zazwyczaj nie mają jak odczuć odpowiednio jej klimatu na sobie. Częściowo ponieważ sami nie potrafią, ale także ze względu na zdecydowane uprzedzenie, która przychodzi wraz z każdym zderzeniem obecnego tu stylu monokulturowego z innymi nacjami i ich zwyczajami.

W ciągu 9 lat życia tutaj, przywykłem wystarczająco do ludzi starających się zrozumieć, jak zacząć współpracować z koreańskimi jednostkami. Ale ten proces zdecydowanie nie jest takim, dla którego większość osób lub zagranicznych firm chciałaby się poświęcać. Zwłaszcza na wschodnim wybrzeżu, gdzie związki międzykulturowe praktycznie dotąd nie istniały. Nadzieją pozostaje to, że igrzyska sprawią, że ludzie z Pjongczangu czy Gangneung otworzą się na interakcję z osobami spoza Korei. Oczekiwanie, by wszyscy zmienili swój tok myślenia na ich nie jest rozsądnym podejściem do tematu wielokulturowości, ale tutaj to normalne.

JB: Jaki wpływ będą miały igrzyska na Koreę, bardziej pozytywny czy negatywny?

JR: Dla wielu wcześniejszych organizatorów, takie wydarzenie okazywało się mieć negatywne konsekwencje. W Korei może być podobnie, ale są powody, żeby myśleć zupełnie inaczej. Gangwon to prowincja o liczbie ludności około 3 milionów, podczas gdy Seul liczy sobie 10 milionów. Dzięki inwestowaniu w drogi, kompleksy apartamentów, wewnętrzną oraz międzynarodową turystykę, nadzieją jest, że członkowie starzejącego się społeczeństwa urządzą sobie tutaj drugie życie, kupią domy, by przenieść się z Seulu, dzięki wykreowanemu wizerunkowi.

Mój instynkt podpowiada mi, że plan nie wypali w sposób, na jaki liczą organizatorzy, ale byłem zaskoczony w moich przypuszczeniach już wiele razy. Korea to miejsce pełne energii i chętne, by osiągać kolejne wspólne trendy. Jeśli jakiekolwiek poruszenie społeczne zostanie wkrótce zaobserwowane, to nietrudno będzie zakwalifikować te igrzyska jako pozytywne dla państwa. Ale to pokaże czas.

One thought on “„Korea zabłyśnie” – Jeff Rogers odsłania kulisy Igrzysk w Pjongczangu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *