Kariera jak piękny sen. Podsumowanie epoki Marcela Hirschera

Fot. Erich Spiess/ÖOC

W minionym tygodniu poznaliśmy ostateczną decyzję Marcela Hirschera odnośnie jego dalszych losów. Austriacki mistrz narciarstwa alpejskiego zakończył swoją bogatą w sukcesy karierę. Karierę, która była jak spełnienie najbardziej śmiałych marzeń.

Holenderska krew

Sportowy idol Austriaków, wielokrotnie wybierany na najlepszego sportowca Austrii, miał także możliwość startowania w barwach Holandii, bowiem matka urodzonego w 1989 roku w Hallein alpejczyka, pochodzi z Holandii. Jednak trudno się dziwić, że Hirscher ostatecznie wybrał reprezentowanie Austrii, która mogła mu także zapewnić lepsze wsparcie finansowe. Wybór narciarstwa alpejskiego jako drogi życiowej był chyba dość oczywisty, gdyż oboje rodzice Marcela, matka Sylvia i ojciec Ferdinand, byli instruktorami narciarstwa.

Juniorskie sukcesy

Talent Hirschera, szlifowany pod czujnym okiem ojca, rozbłysnął bardzo szybko i już w czasach szkolnych odnosił sukcesy. W 2007 roku na Mistrzostwach Świata Juniorów we Flachau zdobył złoty medal w slalomie gigancie, natomiast w slalomie był drugi, przegrywając ze Słoweńcem Maticiem Skube, który oszałamiającej kariery nie zrobił, w przeciwieństwie do Marcela. Trzeci w tamtych zawodach był Szwajcar Beat Feuz, kojarzony raczej z konkurencjami szybkościowymi. Jego nazwisko jeszcze powróci w dalszej części tego artykułu. Wspomniany złoty medal dał Hirscherowi wstęp na finały alpejskiego Pucharu Świata w sezonie 2006/2007. Właśnie podczas finałów w Lenzerheide Hirscher zadebiutował w Pucharze Świata. Obyło się bez punktów, bo 18-letni wówczas Austriak zajął dopiero 24. miejsce.

Początki w Pucharze Świata

W kolejnym sezonie Hirscher startował już regularnie w slalomach Pucharu Świata, a na koniec zaliczył także występ w slalomie gigancie, po raz kolejny jako mistrz świata juniorów, tym razem podwójny, bo na Mistrzostwach Świata Juniorów w Formigal nie miał sobie równych zarówno w slalomie jak i w gigancie. Oczywiście Marcel nie zdominował Pucharu Świata od początku, ale już w sezonie 2007/2008 udało mu się dwukrotnie stanąć na trzecim stopniu podium. W sezonie 2008/2009 dołożył do swojej niewielkiej jeszcze kolekcji miejsc na podium kolejne trzecie miejsce za superkombinację w Val d’Isere. Podczas przeprowadzonych w Val d’Isere Mistrzostwach Świata nie miał jednak szczęścia. W slalomie gigancie zajął czwarte miejsce, a w slalomie i kombinacji nie został sklasyfikowany. Ta francuska miejscowość była już bardziej szczęśliwa dla Austriaka pod koniec 2009 roku, gdyż to właśnie tam odniósł on swoje pierwsze pucharowe zwycięstwo, zwyciężając w slalomie gigancie 13 grudnia. Po roku Marcel wrócił do Val d’Isere, by zaliczyć premierowy trium w slalomie. Sezon 2010/2011 układał się całkiem nieźle aż do zawodów w Hinterstroder 6 lutego 2011, kiedy to Hirscher upadł doznając złamania kostki w lewej nodze. Z tego też powodu nie wystartował w Mistrzostwach Świata w Garmish-Partenkirchen i już do końca sezonu nie pojawił się na żadnym wyścigu. W klasyfikacji generalnej zajął wówczas 15. miejsce, co było gorszym wynikiem w porównaniu do wcześniejszego sezonu, gdy był w Pucharze Świata szósty.

Najtrudniejszy pierwszy krok

Niegroźna kontuzja nie mogła wyhamować Hirschera, który do rywalizacji kolejnej zimy przystąpił już zdrowy i szybki jak nigdy wcześniej. W sezonie 2011/2012 stoczył pasjonującą walkę o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata z Beatem Feuzem. Ostatecznie Austriak wygrał z przewagą 25 punktów, co było najmniejszą różnicą między Hirscherem a drugim zawodnikiem klasyfikacji Pucharu Świata, biorąc pod uwagę wszystkie zwycięskie sezony Austriaka. Rywalizacja ta miała bardzo ciekawy przebieg zwłaszcza podczas finałów w Schladming, kiedy to Feuz nie ukończył supergiganta, który był jego mocną stroną, zaś specjalizujący się w gigancie i slalomie Hirscher po raz pierwszy w karierze stanął wtedy na podium w super G. Te zawody miały chyba decydujący wpływ na końcowe rozstrzygnięcia. Dla Hirschera był to początek długiego triumfalnego marszu, zaś Feuz w kolejnych sezonach zmagał się z kontuzjami, które nieco stłumiły jego ambicje. Poza dużą kryształową kulą Marcel zdobył także małą kryształową kulę za slalom gigant. W slalomie był drugi i musiał uznać wyższość Szweda Andre Myhrera.

Śnieżne wojny

Hirscher, ze zwycięskiej ścieżki, na którą raz wkroczył, nie zszedł już nigdy i sezon po sezonie zgarniał kolejne duże kryształowe kule, dorabiając się w sumie ośmiu. Nie przeszkodziła w tym nawet kontuzja z okresu przygotowawczego przed sezonem 2017/2018, kiedy to ponownie w swojej karierze złamał kostkę. Co więcej, był to jeden z bardziej udanych sezonów w jego karierze z 13 zwycięstwami. Nie zawsze udawało mu się dominować zarówno w slalomie i w gigancie, jak choćby w sezonach 2012/2013 i 2013/2014 kiedy to przegrywał walkę z Tedem Ligetym o miano najlepszego gigancisty. W drugim z wspomnianych sezonów obaj panowie mieli równą liczbę punktów, ale kula trafiła do Amerykanina. Z kolei w sezonie 2015/2016 małą kryształową kulę za slalom sprzątnął Marcelowi sprzed nosa Henrik Kristoffersen, który jednak nie poszedł za ciosem i później znów oglądał oblicze Hirschera zazwyczaj z niższych miejsc na podium. Rywalizacja między Kristoffersenem a Hirscherem przez ostatnie sezony rozgrzewała serca fanów narciarstwa alpejskiego, a niekiedy także głowy, jak choćby w 2018 roku w Schladming, gdy austriaccy kibice rzucali w Norwega śnieżkami. Takich nieprzyjemnych wydarzeń nie będzie nam brakować, ale samej emocjonującej rywalizacji między tymi dwoma wspaniałymi alpejczykami z pewnością tak.

Długo oczekiwane złoto olimpijskie

Pomimo wielu zwycięstw w Pucharze Świata, Marcel Hirscher dość długo czekał na to aby przekonać się jak smakuje olimpijskie złoto. Jego pierwszymi Zimowymi Igrzyskami Olimpijskimi były te w 2010 roku w Vancouver. Piąte miejsce w slalomie i czwarte w gigancie nie były złymi wynikami, ale wiadomo, że na imprezach takich jak igrzyska liczą się przede wszystkim medale. Z Soczi Hirscher medal już przywiózł, ale tylko srebrny, za slalom. W gigancie ponownie zajął „dopiero” czwarte miejsce. Trzecie igrzyska w karierze Hirschera były już o wiele bardziej udane, choć nie obyło się bez wpadki. Marcel najpierw zdobył złoto za kombinację, następnie upragniony złoty medal za slalom gigant. Do rywalizacji w slalomie przystępował jako wielki faworyt, ale nie ukończył pierwszego przejazdu. Na mistrzostwach świata zdobył on 9 medali, w tym 5 złotych.

Koniec w glorii chwały

Hirscher karierę zakończył nie tylko jako najlepszy alpejczyk Pucharu Świata, najlepszy gigancista i slalomista Pucharu Świata, ale także mistrz świata w slalomie i mistrz olimpijski w gigancie. Zwyciężał we wszystkich konkurencjach poza zjazdem. Choć wielu fanów oczyma wyobraźni widziało już Marcela bijącego rekord liczby zwycięstw w zawodach Pucharu Świata, należący do Ingemara Stenmarka, to Marcel postanowił powiedzieć dość i poświęcić więcej czasu rodzinie, swojej żonie Laurze i niespełna rocznemu synowi. Pod koniec poprzedniego sezonu dało się zauważyć, że gdy w Pucharze Świata wszystko było już pozamiatane to wyniki Austriaka nieco się pogorszyły. Wystarczy powiedzieć, że po mistrzostwach świata w Are Hirscher nie wygrał już żadnych zawodów. Mimo wszystko, bez cienia wątpliwości można powiedzieć, że zakończył swoją przygodę z zawodowym narciarstwem na szczycie, a swoimi osiągnięciami wyznaczył pewną epokę w narciarstwie alpejskim, która właśnie dobiegła końca.

Źródło: własne

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: