Kamila Karpiel o współpracy z Kruczkiem. „Na pewno nie będzie gorzej” [wywiad]

Kamila Karpiel ma za sobą pierwszy sezon w karierze skoczkini, spędzony w większej mierze na zawodach najwyższej rangi – w Pucharze Świata, czy debiutując na MŚ w austriackim Seefeld. Jak podkreśla, nie był to jednak szczyt jej formy, a tego nie udało się wyeksponować sezon wcześniej ze względu na decyzje narzucone z góry. W rozmowie tuż po zgrupowaniu w Szczyrku opisuje też pierwsze chwile z nowym trenerem skoczkiń Łukaszem Kruczkiem, a także opowiada o łączeniu nauki ze sportem i radości przepełniającej jej życie.

Jakub Balcerski: Jak odczucia po tak naprawdę pierwszych chwilach nowego sezonu? Za wami pierwsze zgrupowanie z oddawaniem skoków.

Kamila Karpiel: Pierwsze skoki oddałyśmy w Szczyrku, wcześniej miałyśmy przygotowanie w Zakopanem. Mam dobre przeczucie, myślę, że w tym sezonie wszystko powinno wyjść dobrze. Miałyśmy trzy treningi na K-40 i 3 na K-70, więc oddałyśmy łącznie kilkadziesiąt skoków, z których jestem zadowolona.

JB: Zmienił wam się nieco sztab – konkretnie trener główny, którym został Łukasz Kruczek. Jak wyglądały pierwsze treningi z nowym szkoleniowcem, wprowadził coś nowego?

KK: Trochę nam się zmienił system treningowy. Wydaje mi się, że różnica nie jest zbyt duża, a przynajmniej nie tak duża, żebyśmy wyraźnie ją odczuły. Natomiast sama zmiana trenera wydaje mi się dobrą. Nasza ekipa jest zgrana i się wspiera, dobrze się dogadujemy.

JB: Przez jedną z twoich wypowiedzi ta zmiana trenera wydała się odebrana przez was jako niespodziewana. Mimo wszystko ruch w tym kierunku pokazuje, że ktoś wprowadza nieco świeżego spojrzenia na skoki narciarskie kobiet w Polsce.

KK: Moja reakcja była spowodowana tym, że świetnie współpracowało nam się z trenerem Marcinem Bachledą w roli pierwszego szkoleniowca, ale także teraz. To było coś na zasadzie myśli: „Czemu zmieniają nam trenera, kiedy jest dobrze?!”, dlatego tak zareagowałam. Potem jednak rozmawialiśmy i doszliśmy do tego, że zmiany w jakimś stopniu wyjdą nam na dobre i na pewno nie będzie gorzej (śmiech).

JB: A ta sytuacja nie przyszła trochę zbyt późno? Wchodziłaś do kadry niedawno, ale chyba sama widziałaś, że traktowanie skoków kobiet w naszym kraju wcześniej było inne – mniej osób się tym interesowało, a teraz choćby postać Łukasza Kruczka jest chyba znakiem, że ktoś poważniej podszedł do tematu.

KK: To może być wynik tego, że było nas po prostu mało. Patrząc po naszych zawodniczkach – jesteśmy młode, mamy wciąż jedynie 2 seniorki i powoli teraz w to wszystko wchodzimy. Może to błąd, że robimy to dopiero w tym momencie, ale moim zdaniem lepiej późno niż wcale.

JB: Poprzedni sezon był dla was wyjątkowy ze względu na starty, ale w twoim przypadku to nie był szczyt formy. Krystian Długopolski mówił mi, że ten przyszedł wcześniej, gdy nie puszczono cię na zawody Letniego Grand Prix, na których mogłaś błysnąć.

KK: Szczerze to też żałowałam tej decyzji, ale przyszła z góry. Nie mieliśmy na to żadnego wpływu – ja i trener. Mogłam sobie mówić, że na to zasługuję, ale jednocześnie musiałam zaakceptować decyzję. To też spowodowało potem, że sezon wyglądał, jak wyglądał. Ale wzięłam się w garść i później to znów wyglądało dobrze.

JB: Dotarłyście się teraz z tymi zawodami wyższej rangi, byłyście na Raw Air, czy mistrzostwach świata w Seefeld. Mam wrażenie, że brakowało wam trochę właśnie tego kontaktu z czołówką – w końcu gdzie zdobywać doświadczenie, jeśli nie tam?

KK: To było zdecydowanie na minus, ale nie mogłyśmy nigdzie jeździć też ze względu na to, że wtedy nie miałyśmy po co, bo wyniki nie wskazywały na to, że będziemy się prezentować dobrze. Lepiej zostać w kraju niż pojechać na zawody i nawet nie przejść kwalifikacji. Ale im więcej jeździłyśmy, tym więcej doświadczenia gromadziłyśmy. Dodawało to nam pewności siebie i mogłyśmy iść dalej.

JB: W tym sezonie przygotowawczym coś dokładnie chciałabyś dopracować? Rozmawiałaś o tym z trenerem, czy to jeszcze przed wami?

KK: Jeśli chodzi o moje cele to skupiam się przede wszystkim na poprawieniu szczegółów technicznych. Dopiero patrzymy z trenerami, co jest do poprawy i nad czym należy pracować. U mnie zwłaszcza telemark, który już tutaj był całkiem dobry, aż sama byłam zaskoczona, że jednak się da. Tego lata myślimy zatem o technice i zbudowaniu atmosfery w naszym zespole z nowym sztabem. Na zimę będziemy myśleć o mistrzostwach świata juniorów.

JB: A myślicie też trochę przyszłościowo? Prezes Tajner przed mistrzostwami świata zaczął mówić, że ten skład jest już budowany pod igrzyska w Pekinie. One jeszcze oczywiście daleko przed nami, ale pamiętam, jak mówiłaś o marzeniach związanych z Pjongczangiem…

KK: Tamten sezon sama sobie zaprzepaściłam. Tu wina leży po mojej stronie. Na Pekin chciałabym, żebyśmy się zebrali i myślę, że możemy nawet wystawić drużynę. Myślę, że to może się udać.

JB: Trener Kruczek mówił, że będzie szukał możliwości wystawienia drużyny, stworzenia jej. Bo ostatnio trzeba przyznać, że nie było z czego tego zrobić…

KK: Nie ma co ukrywać, obecnie nie było takiej szansy. Pytania, które kiedyś padło, czyli „Czy w Seefeld nie żałowałyśmy, że nie udało się wystąpić w konkursie drużynowym?” nie odebrałyśmy jakoś bardzo osobiście, bo nie do końca to zależało od nas, a same wiedziałyśmy, że nie będziemy mieć drużyny. Szkoda oczywiście straconej szansy, ale nie miałyśmy na to wpływu.

JB: Spełniają się twoje marzenia sportowe, ale widziałem tu w trakcie pakowania w Szczyrku, że książki też ze sobą wozisz. Do matury u ciebie jeszcze chwila, ale jak wiele zawodniczek musisz łączyć sport z nauką.

KK: Piszę maturę za rok, ale muszę też nadrabiać swój obecny rok. Mam duże zaległości, ale większość udało się już przerobić i zostały głównie te większe przedmioty, nad którymi muszę siąść, pouczyć się, a wcześniej do tego zmobilizować. Zaliczam to tak, że idę i zdaję to, czego mi potrzeba, a żeby spokojnie zakończyć ten rok szkolny, poprosiłam nauczycieli, żeby powysyłali mi materiał, który muszę zaliczyć, ale na szczęście część z nich miała, z czego wystawić mi oceny i nie musiałam już więcej robić. Jednak został jeszcze taki polski, czy matematyka…

JB: A w szkole jesteś trochę taką „dziewczyną, która skacze”?

KK: Jestem tam tak rzadko, że nie odczuwam tego tak specjalnie. Jak przychodzę to głównie spotykam się ze znajomymi. Szkoła jest dla mnie bardziej takim miejscem spotkań niż nauki, bo nie potrafię tam się skupić, żeby coś nowego zrozumieć. System edukacyjny jest u nas tak skomplikowany i beznadziejny, że ja nie czerpię przyjemności z chodzenia do szkoły, żeby się pouczyć. Wolę posiedzieć trochę nad książkami w domu, móc coś później zaliczyć niż marnować ten czas, siedząc i nic nie robiąc.

JB: Więc trochę sama sobie wymyślasz, jak to łączyć?

KK: Staram się robić tak, żeby coś z tego wynieść. Żeby potem nie wyszło, że jestem głupia (śmiech).

JB: Ale jak miałbym przyznać ci jedną cechę to byłoby to bycie pozytywnym. Nawet w Seefeld, idąc do nas ona się aż z ciebie wylewała.

KK: Staram się być bardzo pozytywną osobą, myśleć w ten sposób i we wszystkim szukać jakichś plusów. Bo one faktycznie wszędzie są, nawet w jakimś beznadziejnym dniu. Po prostu wiem, że pozytywne myślenie powoduje stan takiego wewnętrznego luzu i spokoju. Nawet na zawodach nie skupiam się na tym, że jest stres, tylko szukam kogoś, z kim mogę pożartować, pośmiać się, żeby tak rozładować atmosferę. Przez to, że mam taki charakter, ona w zespole jest luźniejsza, czasem ja palnę coś głupiego i jest od razu trochę inaczej (śmiech). Ja po prostu staram się szukać tych jaśniejszych stron. Uznaję, że radość powinna być w każdym aspekcie życia.

JB: To teraz musi być też radość w skokach.

KK: Ja skacząc odczuwam dużo radości. Czasami, gdy nie idzie na jakimś treningu pojawia się trochę frustracji. Ale daje sobie z tym radę.

Z Szczyrku dla Sportsinwinter.pl, Jakub Balcerski

Jakub Balcerski

Szef działu skoki narciarskie, dziennikarz Polskiego Radia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.