Kamil Stoch: „Nie ma znaczenia, czy mam dwadzieścia czy trzydzieści lat”

Niesamowity sezon Kamila Stocha dobiegł już do końca. Polak zakończył go w imponujący sposób wygrywając dwa konkursy w Planicy. Po niedzielnym konkursie odpowiadał długo na pytania polskich dziennikarzy.

Kamil, czy to jest sezon życia?

Mam nadzieję, że sezon życia dopiero przede mną.

Ale z tych, które już były…

Na pewno ten sezon był niesamowity. Pod względem osiągnięć, które mieliśmy jako drużyna i ja jako zawodnik, ale także pod względem utrzymania wysokiego poziomu przez cały sezon. Do ostatniego skoku. Uważam, że to jest największy sukces i powód do domu.

Kiedyś powiedziałeś, że nie jesteś robotem, ale my już nazywamy cię „Robostoch”.

Nie. Jestem człowiekiem. Też czuję już zmęczenie, zaczyna mi się język plątać, ale jeszcze dam radę.

Siedział tu Richard Freitag chwilę temu i powiedział, że to było wspaniałe być częścią tego, co robiłeś. Często było tak, że rywale mogli tylko patrzeć na Ciebie.

Jest mi miło, że mój kolega i rywal ze skoczni w taki sposób mówi o mnie. Natomiast ja muszę też im podziękować. To ich ambicja i wola walki sprawiała, że ja mogłem się nakręcać i rozwijać. Były piękne chwile w rywalizacji między poszczególnymi zawodnikami i także drużynami. Pod tym względem ten sezon było wyjątkowy.

Który konkurs zapadł najbardziej w pamięć?

Każdy mnie o to pyta a ja bym chciał pamiętać cały sezon. Jest wiele chwil z tego sezonu, które chciałbym zatrzymać na dłużej w pamięci. Mnie szczególnie cieszy to, że w tych najważniejszych momentach byli ze mną moi najbliżsi, moja żona. Ale także osoby, z którymi cały czas pracuje, czyli trenerzy i koledzy z drużyny. Tak naprawdę to mnie najbardziej cieszy.

Mówisz, że cieszysz się iż utrzymywałeś formę cały sezon, a był jakiś moment kryzysu?

Były trudne momenty. Taki najgorszy był po Turnieju Czterech Skoczni, kiedy pojechałem do Kulm. Chciałem polatać daleko, ale byłem totalnie wycieńczony. To co się wydarzyło na turnieju, ta ilość wywiadów… to musiało się gdzieś odbić. Chciałem polatać, ale się nie dało. Miałem jednak w głowie, że muszę spokojnie poczekać kilka dni aż zmęczenie minie.

Wiedziałeś co się działo w okół ciebie po tych największych sukcesach?

Nie mam w zwyczaju zaglądania do Internetu. Chociaż czasami ktoś mi da wycinek z gazety. To bardziej na pamiątkę. Moja mama zawsze to robiła a teraz przejęła to moja żona. Wiadomo, że było zainteresowanie. Ono się pojawia jak jest sukces. Jak go nie ma, to nie ma też zainteresowania.

Jak ci się udaje wracać tak szybko na szczyt po chwilach słabości, jak chociażby w Kulm?

Moja żona powiedziała kiedyś, że jestem jak feniks. Natomiast cały czas nad tym pracuje, żeby być coraz lepszym i odpornym na różne sytuacje. Miałem takie sezony, że zaczynałem dobrze a potem gdzieś gasłem i wracałem za jakiś czas. Bywało też tak, że na początku było słabo a dopiero pod koniec przychodziła forma. Teraz budowałem formę na początku a potem dokładałem.

Dzisiaj wyjątkowo emocjonalnie zachowałeś się po konkursie. Zeszło wszystko z Ciebie?

Tak, zeszło. Przepraszam tego kamerzystę, który dostał jedną nartą. Nie wiedziałem, że jest za mną. Mam nadzieję, że nic mu się nie stało. To było takie uwolnienie siebie z tych emocji.

Trener Stoeckl wyściskał Cię dzisiaj. Co mówił?

Podziękował mi za to, co zrobiłem. Powiedział, że dzięki temu każdy chce być lepszy. Też mu powiedziałem, że oni zmotywowali nas, bo będziemy chcieli być lepsi za rok.

Jesteś najstarszym skoczkiem w historii, który zdobył Puchar Świata. Czujesz to, że im jesteś starszy tym więcej sił musisz wkładać w to, aby być na topie?

Nie. Utrzymywanie się na szczycie wymaga dużego nakładu pracy. Nie ma znaczenia, czy mam trzydzieści, czy dwadzieścia lat. Zawsze muszę włożyć dużo wysiłku, żeby wygrać zawody. Przypadkiem można wygrać konkurs, ale nigdy całego Pucharu Świata.

Myślisz czasami o tym, że zaczynasz pojawiać się w różnych zestawieniach jako „najstarszy”?

Preferują określenie „doświadczony”. Czuję się dobrze pod względem psychicznym i fizycznym.

Ile jeszcze?

Ile się da.

Czego ty się jeszcze uczysz? Maciek powiedział, że Stefan Horngacher pokazał Ci, jak oszczędzać siły.

Owszem Jest ileś konkursów w trakcie sezonu i ileś sytuacji, które wymagają od nas poświęcenia energii także poza konkursami. Dlatego też ważne jest, żeby siłami zarządzać odpowiednio. Szczególnie pomiędzy zawodami, bo wtedy można się czasami trochę zapędzić. Poświęciłem wiele lat, żeby wypracować swój system, ale nadal się będę jeszcze tego uczył.

Dużo było turów w tym sezonie, takich jak Willingen 5 czy Planica 7. Powiedziałeś, że to motywuje, bo nagrody w Turnieju Czterech Skoczni są „lipne”.

Tak powiedziałem, nie będę się teraz wypierał. Powinienem bardziej powiedzieć, że nagrody w TCS nie są adekwatne do rangi i prestiżu tych zawodów. Turniej jest medialnie wypromowany pod same niebiosa a my jako zawodnicy tego nie odczuwamy.

Wiesz już co zrobisz z wazonami i rowerem?

Pomyślę. Mam teraz kilka dni, to coś się wyklaruje.

Trener Horngacher zostaje na rok. Jesteś zaskoczony, że tylko na ten okres?

Nie. W dzisiejszych realiach to normalne. Sam podpisuję różne umowy i wiem, że trudniej jest zawierać je długie okresy. Tak jest wygodnie dla wszystkich stron. Cieszę się natomiast, że będziemy kontynuować to, co świetnie robimy, bo to się nie skończyło. Mamy zapewnienie też, że będą większe środki.

Władze też przychylnie patrzą na skoki dzięki Twoim sukcesom. W Zakopanem dojdzie do budowy kompleksu, o którym tak długo mówiłeś. Ponoć masz być częścią tego projektu, chcesz wesprzeć swoją wiedzą.

Cieszę się, że po wielu latach błagania w końcu będziemy mieli kompleks w Zakopanem. To jest potrzebne nie dla mnie, ale dla tych zawodników, których będziemy oglądać za dziesięć, dwadzieścia lat. Wtedy będę siedział wygodnie w fotelu w kapciach i popijał dobre wino (śmiech). Mam nadzieję, że dzięki temu poziom skoków w Polsce będzie się cały czas rozwijał.

Średnia Krokiew imienia Kamila Stocha?

Nie. Uważam, że Średnia Krokiew powinna zostać Średnią Krokwią, Wielka Krokiew Stanisława Marusarza. Średnią można by nazwać Bronisława Czecha. Tak będzie lepiej.

A jaki będzie twój wkład w budowę tych obiektów?

Nie chodzi o udział w projektowaniu. Bardziej o to, żeby powiedzieć, czego zawodnicy potrzebują najbardziej. Aby nie robić czegoś, co jest nam niepotrzebne i żeby nie zapomniano zrobić czegoś, co jest niezbędne.

W twojej miejscowości rozważa się nazwanie ulicy Twoim nazwiskiem. Może jeśli nie skocznia, to tutaj?

Nie. Nie jest mi to w ogóle potrzebne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.