Justyna Kowalczyk lekiem na całe zło!

Tak mi głupio, tak mi źle… czasami mnie ponosiło na początku tego roku i ujmowałem tej kobiecie, bo tak bardzo chciałem wygranej Stocha w Plebiscycie Przeglądu Sportowego. To był kolejny dobry przykład na to, że nie wolno dawać ponosić się emocjom. Zawsze jej kibicuje i muszę wyrzucić gdzieś ten żal do samego siebie. Musimy być dumni z tak wielkiej sportsmenki, bo nie mamy zbyt wielu tak wybitnych.

Wielu znowu wylewało na nią pomyje, nie wierzyło w jej kontuzje i zarzucało brak chęci do walki. A ona jak Zosia Samosia, uparta baba jak osioł parła do przodu, bo miała swój jasno określony (od wielu lat) cel. Początek sezonu miała tak zaskakujący, że sam dałem ponieść się chwili i wierzyłem, że nadchodzące Igrzyska będą dla niej wielkim sukcesem. Justyna chciała też zdobyć po raz piąty Kryształową Kulę i wydawało się, że jest na najlepszej drodze. Mistrzyni Tour de Ski wzbudzała w nas ogromne nadzieje, że tym razem ponownie wbiegnie na Alpe Cermis, jako pierwsza. Zapowiadała się wielka bitwa i wspaniałe emocje, ale ktoś zdecydował, że będzie inaczej. Kiedy usłyszałem słowa naszej Justyny, że rezygnuje ze startów poczułem, jakby ktoś walnął mi w serce i powiedział: „NIECH BIJE INACZEJ!”. Ciężko bowiem pokazać, że sprawiedliwość w sporcie jest ważna. Tak trudno zrobić to w sezonie olimpijskim? Przecież każdy ma mieć równe szanse! Z tym, że Norwegia nie miała jeszcze żadnej wygranej w tym prestiżowym turze. Trzeba jakoś im pomóc… uważam te zmiany tras i ustawianie stylu pod wiadome osoby, za największą porażkę FIS-u, odkąd interesuje się sportami zimowymi. Jak można było na to pozwolić? Justynie zaburzono nie tylko drogę po Puchar Świata, ale i program przygotowań do Igrzysk. Doszła kontuzja stopy i weź tu żyj…

Przed samą Olimpiadą rozmawiałem z naszą redakcyjną koleżanką i strasznie żałowałem, że Justyna ma tak wielkiego pecha, bo z tą kontuzją, to raczej nie będzie tego upragnionego złota. Zwłaszcza po pierwszym biegu. Jakbym oglądał inną Justynę. Widać, że głowa chciała, albo coś ją przygaszało. Upadek przy zmianie nart i właściwie koniec marzeń o medalu. Największe emocje były oczywiście przy biegu na 10 km. Faworytką może i była, ale jakby wyłączyć stopę. Boże, choćby brąz za to, jak bardzo się poświęca. A ona jakby na przekór wszystkim, zmieniła kierunek wiatru. Nie zmagała się już z przeciwniczkami, ale sama ze sobą. To wszystko złożyło się na jej drugi w karierze złoty medal olimpijski. Pierwsze złoto od Igrzysk w Vancouver. Ten smak poczułem nawet ja. W Oslo miała tak fantastyczną formę, ale machiny wyrywały jej wszystko, jakby były z innej planety. W Val di fiemme zmagała się oczywiście najpierw z pechem, a później ze smarami. Tym razem wreszcie się udało wygrać z tą wielką norweską fortecą. Nie ma rzeczy niemożliwych. Do startów w Pucharze Świata nie wróciła, bo ze stopą wcale nie było dobrze. Ostatecznie zmagania zakończyła na 12. miejscu, zdobywając 618 punktów. Wygrała 2 konkursy tego cyklu i w tej chwili pucharowych wiktorii ma aż 30!

Dziś, po tylu tygodniach mam wrażenie, że piosenka Krystyny Prońko doskonale oddaje to, co myślę o Justynie. „Jesteś lekiem na całe zło! I nadzieją na przyszły rok…” . Tak, bo podczas konferencji prasowej PZN mieliśmy tą przyjemność usłyszeć z jej ust, że kolejny sezon będzie z jej udziałem. Życzymy jej oczywiście Mistrzostwa Świata!

foto: Agnieszka Majczak / Zimowe spojrzenie na świat!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *