Jest wiara i motywacja – zaplecze polskich skoków w odbudowie. Maciusiak: „Murańka będzie jasnym punktem”

Zaplecze polskich skoków przygotowuje się do sezonu zimowego z większymi nadziejami. Ten sezon letni podopieczni Macieja Maciusiaka rozpoczęli z wyższego pułapu niż przed rokiem. Wiele wskazuje na to, że zawodnicy dotychczas pogubieni, wrócą wreszcie na właściwe tory. O problemach, twardej pogawędce z Klemensem Murańką i oczekiwaniach na kolejny krok z trenerem kadry B rozmawiał Mateusz Król.

Mateusz Król: Jak przebiegają przygotowania? Wszystko jest w porządku? Każdy zdrowy?

Maciej Maciusiak: Najważniejsze jest właśnie to, że wszyscy zawodnicy z naszej grupy są zdrowi. Realizujemy wszystko to, co zaplanowaliśmy. Trening motoryczny, sprawy organizacyjne — wszystko wygląda tak, jak powinno. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak zawodnicy podchodzą do tego nowego okresu. Wiadomo, to jest początek, ale też jeden z najważniejszych momentów w przygotowaniu, a oni podchodzą do tego z dużą motywacją. Bardzo mnie to cieszy. Oby tak przez cały sezon i w zimie będzie bardzo dobrze.

Wróćmy na chwilę do minionego sezonu. Można powiedzieć, że dla kadry B był to ogromny krok do przodu?

Ogromny to może nie. Najważniejsze jest to, że po roku pracy startujemy w tym okresie przygotowawczym z formą psychiczną i fizyczną na dużo wyższym poziomie. Jeśli zrobimy kolejny krok naprzód, to wszyscy będą zadowoleni. Wiadomo, że mamy też swoje problemy. Na przykład nie do końca udaje nam się rozwiązać problem z Bartoszem Czyżem, który na skoczni wciąż się męczy. Robimy wszystko, staramy się ze wszystkich sił, żeby znaleźć przyczynę i mu pomóc, ale na razie nie daje do efektów. Zrobił jednak duży postęp pod względem motorycznym. Jeśli chodzi o resztę, to poziom skoków na tym etapie jest dobry.

A po tej zimie łatwiej było przystąpić do kolejnych przygotowań niż rok temu?

Trudne pytanie. Końcówka tamtego sezonu pokazała nam, że trudna praca i wiara w to, co się robi, przynosi efekty. To jest fajne, że zawodnicy przystąpili z pełnym zaangażowaniem do sezonu. Na tym etapie jesteśmy jedną grupą i myślę, że tak zostanie do końca. Kwestie organizacyjne wyjazdów, treningów są już praktycznie ustalone. Wiadomo, że w trakcie sezonu możemy to korygować, ale optymalny plan mamy ułożony.

Dla pana zawodników ważne będą starty letnie, aby nabrać pewności siebie, czy raczej to nie będzie miało znaczenia?

Nie na każdych zawodach startować będą najlepsi. Musimy też patrzeć na walkę o kwoty startowe, zawodnicy o tym wiedzą. Mamy taki zalążek planu, kto będzie gdzie startował. Tak jak powiedziałem wcześniej, będziemy to oczywiście korygować. Starty letnie będą tak, aby po prostu wystartować. Wiadomo, że zawodów nie będziemy traktować na pół gwizdka, bo zawsze chce się wystartować jak najlepiej, ale żadnych daleko idących wniosków na podstawie tych rezultatów wyciągać nie będziemy.

Pierwszy start w LPK zbliża się wielkimi krokami. Pojedzie tam najmocniejsza grupa kadry B?

Za szybko trochę, aby o tym mówić. Na pewno nie wszyscy najlepsi tam pojadą. Zalążek planu mamy taki, żeby w Kranju wystartowali tacy zawodnicy jak Klemens Murańka, Tomasz Pilch czy Maciej Kot, ale na potwierdzenie jeszcze poczekamy. Tam bardziej będzie się liczyło wykonanie pewnych zadań niż wynik całej reprezentacji.

Jak odnajduje się w kadrze Kacper Juroszek? To dla niego pierwszy okres szkoleniowy na tym poziomie.

Z Kacprem pracowałem już dwa lata temu, kiedy pierwszy raz znalazł się w kadrze juniorskiej. Na pewno jest to zawodnik z ogromnym potencjałem. Wszyscy widzą to, jak on podchodzi do treningów. Wpasował się w tę grupę właściwie od samego początku. Robi już postępy na skoczni. Ma bardzo dobrą technikę odbicia na progu, jest bardzo dobrze przygotowany pod względem motorycznym czy fizycznym, jak na swój wiek. Można powiedzieć, że pod tym względem jest skoczkiem wyróżniającym się. Trochę problemów ma jeszcze w powietrzu, cały czas musi pracować nad tym, aby nogi były napięte i potrafić wykorzystać to, co robi na progu.

Jak do nowego sezonu podchodzi Klemens Murańka? Ma za sobą trudne lata.

Klemens przyznaje sam, że do w tym sezonie chce udowodnić przede wszystkim sobie, że stać go jeszcze na dobre skakanie. To idzie dobrą drogą. Początek zeszłego sezonu miał dobry, ale środek to była totalna klapa. Sam wie, gdzie leży przyczyna. Mieliśmy twardą rozmowę w Oberstdorfie podczas zawodów Pucharu Kontynentalnego. Dostał trochę wolnego na namysł, żeby zdecydował, czy idziemy jedną drogą. Od tego momentu Klimek zaczął pracować pełną parą. Myślę, że będzie jednym z jaśniejszych punktów w tym sezonie w kadrze B.

Aleksander Zniszczoł był tą najjaśniejszą postacią w pana kadrze w minionym sezonie. Nadal tak jest i będzie?

Trudno na tym etapie powiedzieć. Są sesje treningowe, w których Olek jest najlepszy, ale też nie w każdym treningu tak jest. Patrząc na wyniki minionej zimy, można powiedzieć, że on powinien być liderem tej grupy, ale tu są też tacy zawodnicy jak wspomniany wyżej Klemens, czy Andrzej Stękała. Myślę, że na ten moment nie mam zawodnika w grupie, który jest zdecydowanie lepszy od innych. Oczywiście, wyniki to wszystko zweryfikują, ale wszyscy podchodzą to treningów z pełnym zaangażowaniem. Rok temu była różnica w podejściu Olka i Klemensa. Dwóch najbardziej doświadczonych zawodników w kadrze, a te drogi się rozeszły. Teraz to wszystko się wyrównało.

Wróciliście z Eisenerz. Nie kojarzymy tego miejsca z poprzednich okresów przygotowawczych. Miał pan kiedykolwiek okazję być tam z grupą szkoleniową?

Byłem tam kiedyś z kadrą juniorów. Mieliśmy oddać wtedy pierwsze skoki na śniegu. To specyficzne miasteczko usytuowane pomiędzy górami, śnieg tam dość szybko spada. Skocznia wtedy funkcjonowała, wjechał ratrak, ale wszystko potem się zawaliło. Byliśmy tam cztery dni i nie oddaliśmy ani jednego skoku. Pojechaliśmy na jeden trening do Ramsau i wróciliśmy do domu. Takie mam wspomnienie z tym obiektem. Wiem, że kadra Wojciecha Topora miała tu okazję być, na pewno był tu Andrzej Stękała. Skocznie bardzo nowoczesne. Teraz tych skoków za dużo nam się nie udało tam oddać. Wczorajszy dzień musieliśmy odpuścić, bo za bardzo wiało. Zrobiliśmy inny trening i wróciliśmy do domu.

Będzie więcej takich nowych miejsc na obozy?

Nie będzie. Patrząc na te połączone plany kadr i też nasze, to właściwie było jedyne takie nowe miejsce. Chcieliśmy Hinzenbach zamienić na nieco większą skocznię i padł pomysł, aby przyjechać do Eisenerz.

Co właściwie decyduje o tym, które miejsca wybieracie na okres przygotowawczy?

Usiedliśmy z Michałem Dolezalem i dr. Haraldem Pernitschem i ustalaliśmy. Profil skoczni ma znaczenie oczywiście, bo nie pojedziemy na starą skocznię. Dzisiaj właściwie wszystkie zawody międzynarodowe odbywają się na nowoczesnych obiektach. Mamy ten komfort, że możemy wybrać się tak naprawdę na każdą skocznię w Europie. Musimy jednak zwracać uwagę na to, że jesteśmy także w cyklu treningu motorycznego. Skocznia nie jest zatem jedyną ważną rzeczą w danym miejscu. Musimy też zwracać uwagę na koszty, wybieramy te miejsca, które są najbliżej Polski. Skandynawia raczej nie wchodzi tu w grę. Patrzymy zatem także na ten element podróży.

Jakie teraz najbliższe plany?

Skończyliśmy dzisiaj trening na siłowni po obozie. Zaczynamy weekend, a następnie mamy w planach trening w Wiśle na skoczni (dwie sesje). W następną niedzielę ponownie wybieramy się na obóz do Austrii. Będziemy tam do środy. To będzie ostatnie zgrupowanie przed Pucharem Kontynentalnym w Kranju.

Dziękuję za rozmowę.

Obserwuj

Mateusz Król

Redaktor naczelny at Sportsiniwnter.pl
Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: