Jak załatwić Stocha, czyli emocjonalna ocena Oslo [felieton]

Myślę sobie, czy to przypadek, że Oslo niemal co roku zmusza mnie do pisania w emocjach o niesprawiedliwym przebiegu zawodów? Czy to na prawdę był przypadek? Czy w skokach naprawdę nikt nie może ponosić odpowiedzialności za takie obroty spraw?*

Siedziałem na zajęciach. Paradoksalnie o olimpizmie z Renatą Mauer-Różańską. Jeśli to w ogóle Pani kiedyś by przeczytała, to pewnie jakoś zrozumie fakt, że podglądałem na smartfonie rywalizację skoczków w Oslo. Było wideo. Wyobraźcie sobie, że akurat była mowa o karcie olimpijskiej i zasadach fair play. Kiedy tylko ten ostatni zwrot został wypowiedziany, Borek Sedlak zaświecił zielone światełko Stochowi. Jakoś odruchowo się przeżegnałem… i stało się. Znowu w Oslo miał pecha. Tylko niestety w mojej głowie nie pojawiło się myślenie o braku szczęścia. Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, ale jak spojrzę na warunki w Oslo i fakt, że wcale to się nie przeciągało, miałem w głowie wielokrotnie powtarzane hasło: „lider ma komfort, liderowi można trochę wyczekać warunki”. W sumie wyczekali. Szkoda, że tak cholernie trudne.

Państwo wybaczą, ale ja nie potrafię zrozumieć, jak federacja mieniąca się nazywać „profesjonalistami” dopuszcza do sytuacji, w której rozgrywka na najwyższym poziomie, w świętym dla skoków miejscu, staje się zwyczajną parodią. Jak można najlepszych skoczków w stawce puszczać w tak różnych warunkach? Dlaczego Daniel Andre-Tande mógł skoczyć z wiatrem o prędkości prawie metra na sekundę pod narty, a Kamil Stoch musiał z wiatrem 0,2 m/s? Dlaczego Sedlak nie poczekał dłużej? Czy Norwegów obowiązują faktycznie inne korytarze niż Polaków? Kto do cholery pozwolił znów Dawidowi Kubackiemu skakać w najgorszych warunkach? Może wreszcie Hofer i spółka wyjdą głowami zza komputerów i zobaczą, że nie na każdej skoczni da się zainstalować ten sam system punktowy? Jak długo zajmie im domyślenie się, że istnieją tzw. dziury w powietrzu oraz podmuchy, których ich sprzęty nie wyczuwają. I wreszcie… kiedy dostosują sędziów do warunków panujących na skoczni? Skoro patrzą na odległość, to krzywdzą skoczka mającego gorsze warunki, obniżając mu noty za niskie metry…

Jak komuś przeszkadza wielka forma Kamila i nie można sobie inaczej z nią poradzić, to chociaż naturą go „zjeść”? Tylko muszę przyznać, że nie wszystko w takich wypadkach wychodzi po myśli. Wystarczy spojrzeć na klasyfikację RAW Air. A Norwegowie już powinni zrozumieć, że zwycięstwo Stocha bardziej opłaca im się niż Tandego. No nie chcę być uszczypliwy (chociaż moja mina mówi coś innego), ale bardzo było mi ich żal w ten weekend. Zwłaszcza wczoraj. No wyobrażacie to sobie… miażdżą wszystkich w drużynówkach. Zdobywają pierwsze w historii olimpijskie złoto (o zgrozo! taki kraj, pierwsze złoto…) a na ich konkursy w ICH świątyni, przyszło pięcioro miejscowych kibiców…

* PS. Ten tekst nie jest dowodem na snucie przeze mnie teorii spiskowych. To są po prostu przemyślenia, które każdemu człowiekowi mogą pojawić się w głowie. Doskonale przecież zdaję sobie sprawę, że nowy system powoduje, iż wygrywają po prostu najlepsi danego dnia. Czynnik szczęścia absolutnie nie istnieje. Nie wygrywa przypadkowa persona. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.