Ewelina Marcisz pożegnała się z karierą biegaczki. „Kończę bez żalu, roszczeń i pretensji” [wywiad]

Jedna z najbardziej utalentowanych polskich biegaczek – Ewelina Marcisz – zakończyła po sezonie zimowym karierę. O tym, dlaczego podjęła taką decyzję i co dalej w jej życiu, opowiedziała nam w rozmowie z Mateuszem Królem.

Mateusz Król: Ostatnio kilka razy czytelnicy pytali: gdzie się podziała Ewelina Marcisz? Zatem, gdzie?
Ewelina Marcisz: Ewelina Marcisz już podjęła decyzję o zakończeniu swojej kariery sportowej na arenie międzynarodowej . ,,Nigdy nie mówi się nigdy” natomiast na dzień dzisiejszy stawiam na swoje zdrowie , rodzinę oraz rozwój . W pewnym momencie naszego życia przychodzi pewna nostalgia, swojego rodzaju zawahanie a może i nawet zwątpienie w osiągniecie postawionych sobie celów . Chyba już miałam tak i ja. Podjęłam według mnie rozsądną decyzję, a przede wszystkim była ona MOJĄ DECYZJĄ…

MK: Jak wygląda zatem nowe życie do niedawna jeszcze obiecującej polskiej biegaczki narciarskiej?
EM: Moje życie zmieniło się – co jest oczywiste . Na początku nie wiedziałam co robić, co dalej będzie. Można powiedzieć, że bałam się każdego następnego dnia. Wiedziałam tylko jedno, że chcę iść do przodu, chcę się rozwijać, spełniać i robić to, na czym znam się najlepiej i dzielić się tym z innymi.

MK: Na pani blogu przeczytałem, że pierwszy obóz z kadrą paraolimpijczyków już za panią. Proszę podzielić się wrażeniami i powiedzieć, jak wypadły ich badania wydolnościowe?
EM: Tak. Można powiedzieć, że praca z kadra paraolimpijczyków, jako asystent trenera głównego, sama zapukała do moich drzwi, z czego bardzo się cieszę. Staram się im przekazywać cenna wiedzę i moje wieloletnie doświadczenie. Oczywiście jeszcze wiele się muszę nauczyć, wiele pracy przede mną, ale nie boje się tego, a wręcz przeciwnie – bardzo mnie to motywuje! Nakręca mnie to pozytywnie. Pierwszy obóz był bardziej zapoznawczy, poznawaliśmy się nawzajem i docieraliśmy, ale wróciłam z niego zadowolona. Grupa jest urozmaicona i to jest bardzo fajne.

MK: Ma pani w nowej pracy postawiony jakiś cel?
EM: Celów jest sporo, na pewno jak najlepsze wyniki i postępy. Główny to jednak IO w Pekinie i medale . Zawodnicy bardzo ciężko pracują, a sztab szkoleniowy stara się, by mieli wszystko co trzeba  O realizacjach planów i tym, co się dzieje w moim, czy kadry życiu, możecie śledzić na blogu (zapraszam): http://ewelinamarcisz.podkarpackisport.pl/

MK: Dlaczego z biegami nie wyszło?
EM: Hmmm, nie wyszło? Nie mogę tak tego nazwać. Mnóstwo wspaniałych wyników, chwil przeżyłam, poznałam wspaniałych ludzi, przyjaciół! Nie żałuje żadnej minuty, pomimo że racja – było też i wiele bólu….

MK:  Nie ma pani żalu? Obojętnie, czy to do siebie, czy do kogoś ze środowiska?
EM: Nie, zakańczam swoją piękna przygodę bez żalów, roszczeń i pretensji do kogokolwiek . Wiem, że wszystko to, co miało miejsce, było mi zapisane odgórnie.

MK: A może jest żal, że dzisiaj pani koleżanki mają okazję współpracować z duetem Wierietielny&Kowalczyk? To może przynieść sukcesy?
EM: Nie, nie mam najmniejszego żalu o to. To, jak już wspomniałam, była moja decyzja, która już dużo wcześniej była analizowana, rozkładana na czynniki pierwsze. Wszystkie za i przeciw. Wiem, że na wiele mnie stać, ale na tym zakończmy. Ja życzę im powodzenia, tym bardziej, iż w teamie jest moja młodsza siostra Iza. Wiem, że godnie mnie zastąpi, bo też ma ,,to coś”. Będę trzymać bardzo mocno kciuki i oczywiście mają we mnie kibica.

MK: Jak długo zastanawiała się pani nad zakończeniem profesjonalnej kariery? Jeszcze pięć miesięcy temu była pani olimpijką…
EM: Celem były igrzyska i jak najlepsze starty, później już nie miałam planów. Ta decyzja była już kilka lat brana pod uwagę, a podjęta? Myślę, ze już w sercu zapadła na ostatnich MŚ w Lahti. Na pewno nie wzięła się z dnia na dzień. Oczywiście trenowałam do IO na 100%, ponieważ chciałam wypaść na nich jak najlepiej, godnie reprezentować nasz kraj. Każdy trening, to była walka ze samym sobą, nie tylko fizyczna, ale i psychiczna.

MK: Czego najbardziej pani teraz brakuje z biegów, albo czego jeszcze może będzie brakować?
EM: Na razie odpoczywam od tego , ale oczywiście ciągle się ruszam, bo była to większa cześć mojego życia, i nie da się ot tak tego odstawić. To pytanie będzie można zadać mi za rok, dwa…

MK: Najpiękniejsze wspomnienie z całej kariery? Domyślam się, że Falun?
EM: Pięknych wspomnień jest mnóstwo: pierwszy PŚ w Gallivare w 2008 roku, pierwsze MŚ w Oslo, czy piękny dla mnie sezon 2014/2015: medale z Uniwersjady, punktowanie w PŚ i oczywiście MŚ w Falun (historyczny wynik sztafety – piąte miejsce, jak i starty indywidualne kończone w TOP 30, po których byłam już 100% zdeterminowana i nastawiona na bieganie na najwyższym poziomie i ciężką pracę, jaka się z tym wiązała. Ale tych wspomnień jest masa i na pewno zostaną ze mną do końca moich dni!

MK: Wiem, że na trasach jeszcze pewnie panią spotkamy. Są już jakieś plany?
EM: To będzie ,,Kinder Niespodzianka”.

Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.