Echo z Levi: Zwycięstwo odnosi się dopiero na mecie

fot. Famal Gosner / CC BY NC

Tegoroczny alpejski Puchar Świata w Levi przeszedł już do historii. Szczęśliwie tym razem udało się bez problemów przeprowadzić zarówno zmagania kobiet jak i mężczyzn, przy pięknej zimowej aurze i wyjątkowej polarnej atmosferze.

Przed slalomem kobiet większość kibiców zadawała sobie pytanie: Shiffrin czy ktoś inny? Okazało się, że tym razem zwycięstwo przypadło właśnie komuś innemu, a mianowicie Słowaczce Petrze Vlhovej. Słowacka zawodniczka już po raz drugi z rzędu zabrała Mikaeli zwycięstwo. Być może niedługo podstawowe pytanie będzie trzeba zmodyfikować i zapytać: Shiffrin, Vlhova, czy ktoś inny? Chciałbym też docenić Wendy Holdener, która jeździ świetnie, ale wciąż nie może przebić się na pierwsze miejsce. W poprzednim sezonie Wendy 6 razy była w najlepszej trójce slalomistek, w całej karierze udało jej się to (włącznie z zawodami w Levi) 11 razy. Szwajcarka musi jeszcze cierpliwie poczekać na swój pierwszy slalomowy triumf.

Po raz kolejny z bardzo dobrej strony zaprezentowała się druga ze Szwajcarek – Mélanie Meillard. Najmłodsza zawodniczka startująca w tych zawodach zajęła 5. miejsce. Na tej samej pozycji zakończyła ostatni slalom sezonu 2016/2017.

Nieoczekiwanie w drugich zawodach sezonu to znów Stephanie Brunner była najlepszą z Austriaczek. W poprzednim sezonie Brunner była dopiero 8. austriacką zawodniczką w klasyfikacji slalomu. W Levi po pierwszym przejeździe też nie była najlepsza i zajmowała dopiero 21. miejsce, ale przejazd drugi był w jej wykonaniu bardzo dobry i pozwolił jej awansować na 8. lokatę (zaczynała zawody z 53. numerem). Warto przypomnieć, że Brunner, choć ostatnio kojarzona raczej z gigantem, w 2012 roku zdobyła złoty medal Mistrzostw Świata Juniorów w slalomie. Slalomowe umiejętności z pewnością w niej nie umarły, ale drzemkę na pewno sobie ucięły. Czy wybudziły się na dłużej, to zobaczymy za dwa tygodnie w Killington. Tymczasem troszkę zawiodła Katharina Truppe, która ma olbrzymi talent, ale wciąż nie może wykonać dwóch dobrych przejazdów. Pierwszego przejazdu nie ukończyła natomiast Bernadette Schild, ale to chyba tylko wypadek przy pracy.

Hierarchia wywróciła się też nieco w reprezentacji Norwegii. Stało się to też trochę przez wypadnięcie w drugim przejeździe Niny Løseth (a właściwie od niedawna Haver-Løseth). Najlepszą z Norweżek była Mina Fürst Holtmann, która miała aż 2 lata przerwy od startów w wyścigach. W Levi zajęła 13. miejsce i była też lepsza od slalomistki numer 2 w norweskiej kadrze – Maren Skjøld. W Solden Holtmann była bardzo blisko awansu do drugiego przejazdu, gdyż zajęła 31. miejsce. Tym razem szczęście sprzyjało młodej Norweżce. Chciałbym jeszcze nadmienić, że był to dla Miny dopiero pierwszy start w slalomie w Pucharze Świata, a w sumie jej czwarty występ w zawodach tej rangi. Skompletowała już ona występy w czterech konkurencjach – brakuje jej tylko kombinacji.

Jedyną zawodniczką, która po raz pierwszy zapunktowała w Pucharze Świata jest Laurence St-Germain. Kanadyjka już raz w karierze była w drugim przejeździe slalomu (w 2015 roku w Aspen), ale wówczas straciła do zwyciężczyni prawie 9 sekund, a w przypadku tak dużych strat czasowych punkty nie są przyznawane.

W związku z tym, że zawody odbyły się w Finlandii to kilka słów chciałby poświęcić Finkom. Zeńska kadra Finlandii została w ostatnich latach mocno odmłodzona. Wszystkie 3 alpejki z tego kraju, które startowały w sobotę w Levi urodzone były w 1998 roku. Najbardziej uzdolniona z nich to Riikka Honkanen, która jest medalistką Mistrzostw Świata Juniorów w gigancie, ale w slalomie też radzi sobie dobrze. Jej celem mają być jednak głównie zawody Pucharu Europy i poprawa FIS punktów. W sobotę z 60 numerem startowym zajęła 36. miejsce. Nie jest źle, a powinno być wkrótce jeszcze lepiej. Pozostała dwójka – Hilla Hannola i Kia-Emilia Hakala – nie ukończyła pierwszego przejazdu.

W klasyfikacji generalnej zaszły oczywiste zmiany. Liderką nie jest już Viktoria Rebensburg, która w Levi nie wystąpiła. Pozycję pierwszą przejęła Mikaela Shiffrin, druga jest Petra Vlhová, a trzecia Wendy Holdener.

Zawody mężczyzn zapowiadały się równie ciekawie. Wielką niewiadomą była forma Marcela Hirschera, który ma za sobą niewiele dni treningowych w okresie przygotowawczym z powodu kontuzji kostki, którą odniósł w sierpniu. Hirscher niespodziewanie zdecydował się na start w Levi i w pierwszym przejeździe i pokazał, że kontuzja nie zabrała mu jego wybitnych umiejętności. Po pierwszej rundzie Austriak zajmował 4. miejsce z widokami na podium. Różnice między zawodnikami po pierwszym przejeździe były bardo małe, a ostatni zawodnik, który zakwalifikował się do drugiej części zawodów miał stratę 1,56 sek. Łatwo można było awansować, ale równie łatwo można było przesunąć się w dół tabeli rankingowej. Drogę w dół zaliczył właśnie Marcel Hirscher, który z drugim przejazdem nie poradził sobie już tak dobrze. Ostatecznie 6-krotny zdobywca dużej kryształowej kuli zakończył zawody na 17. miejscu. To i tak nieźle, biorąc pod uwagę fakt, że przecież miało go nie być w Levi. Wydaje się, że powrót do mistrzowskiej formy może być tylko kwestią czasu. Uznawany za jednego z największych rywali Hirschera do zwycięstwa w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Alexis Pinturualt dziś był od Austriaka lepszy. Zajął on 9. miejsce i jego przewaga nad Hischerem w klasyfikacji to 18 punktów. No cóż, każdy punkcik się liczy.

Narciarstwo alpejskie to sport, który nie wybacza błędów. Jeden niewłaściwy ruch i jesteś poza trasą. Powrót? Powrotu nie ma albo jest on zupełnie bezsensowny, bo kilku straconych sekund odrobić się już nie da. Będący dziś w świetnej formie Dave Ryding zmierzał po swój pierwszy triumf w Pucharze Świata. Po pierwszym przejeździe prowadził, w drugim też spisywał się świetnie i rozbudował swoją przewagę do ponad pół sekundy. I właśnie wtedy przydarzył się mu błąd, który skutkował wypadnięciem z trasy. Zamiast wielkiego zwycięstwa – DNF i 0 punktów na starcie sezonu. Żałować mogą też Manuel Feller i Andre Myhrer. Obaj wypadali w końcówce trasy, można by powiedzieć, że na ostatniej prostej, gdyby nie to, że do wykonania mieli jeszcze kilka szybkich skrętów. Myhrer, który był sklasyfikowany wysoko po pierwszym przejeździe miał szansę na podium – tym razem przeszło mu ono koło nosa. Z okazji skorzystał natomiast jego rodak Matthias Hargin, który nie załamał się po śmierci żony pod śnieżną lawiną, a wrócił na dawny poziom sportowy. Cóż można powiedzieć o dwóch najlepszych zawodnikach dzisiejszych zawodów… Obaj byli dziś najrówniejsi, szybcy i ustrzegli się poważnych błędów. Zwyciężył Felix Neureuther, który chyba pozbył się już bólu pleców, z którym miał problem w poprzednim sezonie (a mimo to zdobył medal na MŚ). Drugie miejsce zajął Kristoffersen – nieobecny przed rokiem. Skład podium na pewno zaskoczeniem nie jest, podobnie jak było to w przypadku zawodów kobiet. Tymczasem tuż za czołową trójką znalazło się trzech zawodników ze Szwajcarii. Helweci nie są narodem, który słynie z wybitnych slalomistów, a na wygraną swojego zawodnika w slalomie PŚ czekają od 2007 roku (ostatnim był Marc Gini, który w tym roku zakończył karierę). Dziś Luca Aerni, Daniel Yule i Loic Meillard uplasowali się odpowiednio na 4., 4. i 6. miejscu. Meillardowi niewiele zabrakło, aby powtórzyć wczorajszy wynik młodszej siostry. Jest to jakaś nadzieja dla Szwajcarów. Czy złudna? Wysoko po pierwszym przejeździe plasował się też Reto Schmidiger. Jednak po drugiej części zamienił 6. pozycję na 10.

Gospodarzom, podobnie jak w przypadku pań, nie udało się dziś wiele wskórać. Najlepszy z Finów to Joonas Räsänen na miejscu 46. Przejazd pierwszy ukończył też Jens Henttinen, który został sklasyfikowany na 56. miejscu. Niestety jedyny reprezentant Polski nie przebił wyniku Finów. Michał Jasiczek, który jechał jako jeden z ostatnich nie zdołał zbliżyć się do czołowej trzydziestki. 62. miejsce na początek sezonu to z pewnością nie szczyt marzeń, ale mamy nadzieję,  że w dalszej części sezonu będzie lepiej.

Prosty wniosek z Levi? Zwycięzców można ogłaszać dopiero, gdy wszyscy dojadą już na metę. Nie przed zawodami, nie w trakcie.

Kolejny przystanek PŚ kobiet to Killington. Natomiast panowie będą ścigać się w Lake Louise. W Kanadzie zobaczymy zapewne niewielu zawodników, którzy dziś pokazali się w Levi. Lake Louise organizować będzie bowiem zawody w konkurencjach szybkościowych – zjeździe i supergigancie. Jeśli chodzi o czołówkę slalomu to pewniakiem na supergigant jest Alexis Pinturault, który w tej konkurencji szuka dodatkowych punktów do klasyfikacji generalnej. Być może na start zdecyduje się również Erik Read (dziś 21. miejsce). Poza nimi powinno się tam pojawić też kilku słabszych zawodników, którzy dziś w slalomie zajęli odległe pozycje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *