Dzień dobry, wróciłam! [felieton]

fot: redbull.com

Od kilku lat prym w zawodach Pucharu Świata w biegach narciarskich wiodą Norweżki. Niemal w każdym z biegów, w którym biorą one udział, uznaje się je za faworytki. Początek aktualnej edycji startów pucharowych wskazuje, że – obok Therese Johaug – do walki o końcowy tryumf w Pucharze Świata powinna również włączyć się wracająca po nieudanym ubiegłym sezonie, Heidi Weng.

Rywalizacja w Pucharze Świata w biegach narciarskich nabiera coraz większego tempa. Po zawodach w Kuusamo, Lilehammer i Davos przeniesie się ona do Planicy, gdzie – jeszcze przed rozpoczęciem prestiżowego cyklu Tour de Ski – zawodnicy i zawodniczki staną w szranki w konkurencjach sprinterskich. Pierwsze tygodnie zmagań – zgodnie z przewidywaniami – przebiegają pod dyktando Therese Johaug, która nieustannie potwierdza swoją dominację w biegach dystansowych. Znacznie ciekawiej wygląda jednak sytuacja za jej plecami, gdzie w walce o czołowe lokaty liczą się przede wszystkim „zarażające” wszystkich dookoła swą pozytywną energią Amerykanki oraz, do czego kibice narciarstwa biegowego są już dobrze przyzwyczajeni, Skandynawki – z Heidi Weng na czele.

Po zakończeniu kariery przez niekwestionowaną mistrzynię światowych biegów narciarskich, a mianowicie Marit Bjørgen, schedę po niej miały przejąć wspomniane już Therese Johaug oraz Heidi Weng. Pierwsza z nich, wracając po dwuletniej dyskwalifikacji, spowodowanej stosowaniem dopingu, wróciła na pucharowe trasy wraz z rozpoczęciem sezonu 2018/2019, który niemal całkowicie zdominowała, zajmując w nim ostatecznie trzecie miejsce. Tak „odległa” lokata Johaug wynikała ze znacznie ograniczonej liczby startów w Pucharze Świata. Norweżka wystartowała bowiem w zaledwie trzynastu biegach, przy czym aż dziesięć z nich wygrała. Nieco inaczej potoczyły się losy Heidi Weng, dla której poprzedni rok zmagań był najgorszym od sezonu 2010/2011, który to zakończyła na 59. miejscu. Dość powiedzieć, że Weng – stawiana przed rozpoczęciem Pucharu Świata 2018/2019 w roli jednej z faworytek – zaledwie siedmiokrotnie plasowała się w pierwszej dziesiątce, nie stając przy tym ani razu razu na podium. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej zajęła ona wówczas 16. pozycję, co, biorąc pod uwagę jej wcześniejsze dokonania na trasach biegowych, uznać należy za ogromną wręcz niespodziankę czy nawet rozczarowanie.

Osiemdziesiąt trzy razy na podium Pucharu Świata (w tym cztery razy na jego najwyższym stopniu), cztery razy na podium w jego końcowej klasyfikacji (w tym dwa razy zdobywając Kryształową Kulę), siedem razy w czołowej trójce na Mistrzostwach Świata (z czego cztery razy na najwyższym stopniu podium), pięciokrotnie na podium końcowej klasyfikacji Tour de Ski (w tym dwukrotnie na pierwszym miejscu), brązowy medal na igrzyskach olimpijskich – to tylko najważniejsze dokonania Heidi Weng w seniorskiej karierze. Gdyby takowe osiągnięcia w swoim curriculum vitae posiadała przedstawicielka innej nacji niż norweska, z pewnością byłaby ona osobą uznawaną w swoim kraju za wybitnego sportowca czy nawet bohatera narodowego. Niestety, można odnieść wrażenie, że sukcesy Weng bardzo często były (należałoby nawet rzec, że w dalszym ciągu są) deprecjonowane. Zazwyczaj za ich przyczynę uznawano nie odpowiednie przygotowanie mentalno-fizyczne przekładające się na wspaniałą dyspozycję, a absencję innych („bardziej cenionych” i utytułowanych) zawodniczek, takich, jak choćby wspominane już Therese Johaug czy Marit Bjørgen. Heidi, mimo bardzo dobrych wyników, zawsze pozostawała w cieniu swoich „koleżanek”. W pewnym sensie „przylgnęła do niej łatka tej drugiej”, nieco pogodzonej ze swoim losem. Bez wątpienia, Weng ma jednak ogromny potencjał na to, by w końcu stać się „tę pierwszą”. Oczywiście, poprzedniego sezonu nie może ona zaliczyć do udanych, ale z drugiej strony należy wziąć pod uwagę fakt, że w życiu każdego sportowca (lub przynajmniej znacznej większości sportowców) przychodzi moment obniżki formy, w trakcie którego osiąga się gorsze wyniki. Utytułowana Norweżka pokazuje w trwającej edycji Pucharu Świata, że ów moment ma już za sobą. Najlepszym dowodem na to są rezultaty, jakie osiąga od trzech tygodni. Na pięć indywidualnych biegów, w których wystartowała w bieżącym sezonie, trzykrotnie plasowała się w czołowej trójce. Tym samym jasno daje ona do zrozumienia, że nie zamierza rezygnować z walki o końcowy tryumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Tymczasem po raz kolejny można odnieść wrażenie, że sukcesy Heidi (bo za takie należy uznać jej aktualną postawę w startach pucharowych) są niedostrzegalne bądź bardzo mocno niedoceniane zarówno przez światowe media, jak i samo środowisko biegów narciarskich.

Margaret Thatcher zwykła mawiać: „Być potężnym – to tak samo jak być damą. Jeśli musisz zapewniać, że nią jesteś – to nie jesteś”. Słowa te można odnieść do postaci Heidi Weng, która, bez wątpienia, bardzo ciężko pracuje na swoje sukcesy, będąc przy tym cały czas niedocenianą. Istotnym jest przy tym fakt, że Norweżka nie zabiega o pochwały czy rozgłos. Jednakże poprzez osiągane przez siebie wyniki pokazuje, jak wielką jest zawodniczką. Jej aktualne rezultaty predestynują ją do bycia jedną z faworytek – nawet jeśli nie do zdobycia Kryształowej Kuli – to przynajmniej do zajęcia miejsca na podium klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: