Dodo. Polska kadra znów w czeskich rękach

(fot. Mateusz Król)

Biały dym unosi się dziś nad Planicą. Skończyła się era Horngachera, choć pewnie często będziemy do niej w następnych dniach wracać, a nastała kolejna. Trenerem naszej kadry po odejściu twórcy jej największych sukcesów został Michal Doleżal. Skoczkiem najlepszym nie był, później pomagał Czechom, a w Polsce dotychczas zajmował się kombinezonami. Dziś “Dodo” zasłużył na pracę, jaką będzie wykonywał w kolejnych miesiącach.

Koniec dla wielu zupełnie niepotrzebnej, ale i dość jasnej telenoweli sezonu 2018/2019 w polskich skokach narciarskich. Zaczęła się jeszcze pod koniec zeszłego, gdy dowiedzieliśmy się, że Stefan Horrngacher swój kontrakt z PZN przedłużył jedynie o rok. To oznaczało trudną sytuację polskiej kadry i negocjacje jeszcze przed zakończeniem sezonu, które… wcale nie muszą przynieść rezultatów. I tak właśnie było. Związek był delikatnie zwodzony przez Horngachera po paru miesiącach dostał wreszcie odpowiedź, samemu przygotowując sobie w tle alternatywy dla Austriaka. Horngacher nadal negocjuje, choć już tylko dogrywając szczegóły z Niemcami, a my mamy nowego trenera. Choć słowo “nowy” nie do końca tu pasuje. W końcu Michala Doleżala nasi skoczkowie znają doskonale.

Dodo nie potrafi latać

Ptaki dodo według naukowców wyginęły w XVII wieku. Często opisuje się je jako te, które nie umiały latać. Z tej reguły wypisał się jednak inny “Dodo”. Swoją karierę skoczka Michal Doleżal rozpoczynał w sezonie 1995/1996, czyli tym, w którym swoje pierwsze zwycięstwo odniósł Adam Małysz. Czecha nie było jednak na Holmenkollbakken, bo zakończył sezon u siebie, w Harrachovie na 19 miejscu. Już wówczas uważano go za wielki talent czeskiej kadry, jak mówił o nim chociażby… Włodzimierz Szaranowicz.

Co prawda parę lat później, podczas igrzysk olimpijskich w Nagano, gdy zanotował życiowe osiągnięcie. Na dużej skoczni w Hakubie był 18 po pierwszej serii, ale skokiem na 130 metrów zapewnił sobie awans na fantastyczne 8 – najlepsze w karierze na imprezie tej rangi. “No, ach… skok piękny. Michal Doleżal potwierdził, że jest rzeczywiście nadzieją czeskich skoków” – mówił wówczas polski komentator podczas transmisji w Telewizji Polskiej. Ten potencjał Czecha pozostał niewykorzystany, a sam zawodnik oprócz filmiku z pamiętnych igrzysk, może być kojarzony z upadkami, których parę w karierze zaliczył. Podobnie, jak tych w przenośni, bo na mistrzostwach świata nigdy nie awansował do drugiej serii, a wynik z Japonii poprawił jedynie raz w karierze – w 1999 roku w… Zakopanem, gdzie był 7.

Producent czekoladek

Michal Doleżal po zakończeniu swojej kariery jako skoczka, a był nim do mniej więcej 2007 roku, gdy po raz ostatni próbował się zakwalifikować do konkursu Pucharu Świata, zajął się sprzętem dla skoczków. Konkretnie kombinezonami, które szyje cała jego rodzina. Był także w sztabie Czechów, którzy wraz z nim zaczęli osiągać małe sukcesy. Doleżal był częściowo odpowiedzialny za wzrost formy Romana Koudelki, czy Jana Matury, którzy stawali nawet na podium. Po tych wynikach i wpływie, jaki wywarł na starające się pozostać na wypracowanym poziomie czeskie skoki, Stefan Horngacher zapragnął go w swoim zespole i zaprosił do współpracy przy tworzeniu polskiej kadry.

To właśnie Czech jest twórcą wyjątkowego produktu, jeśli chodzi o erę Horngachera w Polsce – słynne “czekoladki”. To kombinezony, które pomogły naszej kadrze osiągnąć pewną technologiczną przewagę nad rywalami, a w przeciwieństwie do czarnych matowych kombinezonów Menningera, które odpaliły później u Norwegów, czy reszty stawki w tym sezonie, były jedynie naszym atrybutem. “Dodo” poza kombinezonami był oczywiście jednym z asystentów Stefana Horngachera i z tego, co opowiadają skoczkowie częściowo dbał także o… atmosferę.

Po czesku, znaczy śmiesznie

Serwis skijumping.pl jeszcze podczas turnieju Raw Air, niejako składając życzenia urodzinowe Doleżalowi wypytał o jego charakter i to, czym zajmuje się w kadrze naszych zawodników. – Ja poznałem go nieco wcześniej, ale bardziej z widzenia, gdy pracował z Czechami – mówił Jakub Wolny. – Bliżej tak naprawdę dopiero w naszej kadrze, gdzie nam zawsze pomaga. Robi świetną robotę z kombinezonami.

– Często śmiejemy się z jego czeskiego – dodaje Stefan Hula. – Ma fajne poczucie humoru, dużo wnosi do naszej kadry – opisywał. “Dodo” do roli pierwszego trenera przygotowywany był w Polsce już wcześniej. Gdy media toczyły “poważne” dyskusje o tym, czy może nim zostać Małysz, Kojonkoski, albo Pointner, sam rzecznik-dyrektor rozmawiał już z Czechem o ewentualnej współpracy w nowej roli. Jak sam podkreślał, z Doleżalem nie było trudno, bo doskonale znał naszą sytuację. Negocjacje z innymi musiałyby się odbywać na zasadzie “co by było gdyby”… Ostatni raz polskiej kadry z Czechem na stanowisku trenera zakończył się problemami Adama Małysza i zwolnieniem Pavla Mikeski. Sam zawodnik jednak nigdy nie kwestionował tego, że metody szkoleniowca były nieodpowiednie, a wręcz mówił, że wniósł wiele do jego skoków, tylko zepsuł atmosferę. Zdając się na zdanie naszej obecnej kadry, teraz kłopotów już z nią nie będzie.

Kontynuator

Ważną kwestię co do zatrudnienia Doleżala Adam Małysz poruszył jeszcze podczas mistrzostw świata w Seefeld. Dzień po tak udanym dla nas konkursie indywidualnym na normalnym obiekcie mówił, że może trzeba się skupić jedynie na tym, jaki wokół Horngachera wytworzył się sztab. – Mamy w zespole świetnych ludzi, którzy dużo nauczyli się od Stefana, ale też dużo wnoszą samemu do tej kadry. Mam wrażenie, że my nie musimy teraz potrzebować lidera, człowieka z nazwiskiem, a gościa, który to wszystko poukłada – sugerował dyrektor. Wtedy niektórzy śmiali się, że Adama Małysza, dziś wiemy, że takim “kontynuatorem” musi się stać Czech.

Wielu kibiców z pewnością uzna dziś, że Michal Doleżal to wybór tymczasowy, niepewny i robiony “na szybko”. To z pewnością ktoś inny niż Horngacher, ale także osoba, która pomoże podtrzymać nam jego styl prowadzenia polskiej kadry. Zwłaszcza, że ze Słowenii dochodzą do nas informacje, że kolejni członkowie sztabu Austriaka też mogą zostać w naszej kadrze. To oznacza, że możemy podążać ścieżką sprzed 3 lat bez generała, który swoje największe sekrety już zdradził, następca wyszkolił się w zasadzie sam, chłonąc pracę w towarzystwie jednego z najlepszych trenerów świata, a z kolejnymi materiałami na sukcesy. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że kolejny sezon to w zasadzie kampania do przepracowania, bez wielkiej imprezy poza mistrzostwami świata w lotach narciarskich w Planicy, które odbędą się de facto po całym sezonie. Dla Doleżala na pewno sądnym, dającym wiele odpowiedzi na pytania, których dziś nawet jeszcze nie znamy.

Źródło: youtube.com – K70/skijumping.pl/fis-ski.com/informacja własna

Jakub Balcerski

Szef działu skoki narciarskie, dziennikarz Polskiego Radia

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: