Czy Ryoyu Kobayashi jest jeszcze do przeskoczenia? Analiza klasyfikacji generalnej Pucharu Świata

Ryoyu Kobayashi zawładnął pierwszą częścią sezonu. Najlepszym obrazem dominacji młodego Japończyka jest fakt, że po 12 konkursach indywidualnych miał 9 zwycięstw na koncie. Jednak ostatnie 4 starty to już tylko jedno podium, pomimo dwóch konkursów na swojej skoczni w Sapporo. Czy jest zatem jest jeszcze szansa, by ktokolwiek wygarnął Ryoyu Kryształową Kulę sprzed nosa?

Jest. Z prostej przyczyny, skoki narciarskie to sport, z gatunku tych szczególnie nieprzewidywalnych i niejedno już widzieliśmy. Na początek zerknijmy na czołówkę klasyfikacji generalnej Pucharu Świata:

1 Ryoyu Kobayashi 1233
2 Stefan Kraft 781
3 Kamil Stoch 744
4 Piotr Żyła 677
5 Dawid Kubacki 592
6 Stephan Leyhe 566
7 Robert Johansson 542
8 Johann André Forfang 482

Do tej pory rozegrano 16 z 28 konkursów indywidualnych. Druga część sezonu obfituje w zawody drużynowe, co oznacza, że czasu na gonienie Kobayashiego jest mniej, niż nam się wydaje. Drugi w klasyfikacji generalnej jest Stefan Kraft, który traci do lidera 452 punkty. Za plecami Austriaka znajduje się Kamil Stoch, ze stratą 489 punktów. I to w tej dwójce należy upatrywać jedynych kandydatów do walki z Ryoyu. Ciężko bowiem sobie wyobrazić, by falujący formą od Turnieju Czterech Skoczni Piotr Żyła był w stanie poderwać się do walki o Kryształową Kulę. Natomiast strata Dawida Kubackiego i kolejnych skoczków jest już tak ogromna, że pewnie do końca sezonu nie zgromadzą oni tylu punktów, co obecnie ma liderujący Kobayashi.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego należy odrzucić z walki o końcowe zwycięstwo wszystkich innych skoczków poza Kraftem i Stochem. Tylko oni, co już udowodniali wcześniej, są zdolni udźwignąć presję wygrywania kilku konkursów w krótkim okresie czasu. Bo nie da się inaczej złapać Japończyka niż poprzez seryjne wygrywanie.

Załóżmy jakiś fatalny regres formy Japończyka i to, że do końca sezonu nie pojawi się on już w czołowej trzydziestce. Przy obecnym tempie zdobywania punktów, Stefan Kraft zdobędzie ich 1377 na koniec sezonu i pierwszy raz założy żółtą koszulkę lidera w takim scenariuszu dopiero na lotach w Planicy! Podobnie oczywiście rzecz ma się z Kamilem Stochem, który utrzymując obecną średnią punktów na konkurs, skończy sezon z 1302 punktami w klasyfikacji generalnej.

Ciężko oczywiście przypuszczać, że Kobayashi nie pojawi się już w tym sezonie w czołowej trzydziestce. Zatem Polak i Austriak muszą z miejsca zacząć wygrywać, jeśli chcą jeszcze powalczyć o końcowy triumf w klasyfikacji generalnej. Jak bardzo jest prawdopodobna seria zwycięstw któregoś z nich? No cóż, to pytanie pozostawiam do indywidualnego przemyślenia. Dla podniesienia stopnia trudności dodam, że nie mamy żadnej gwarancji, że zostaną rozegrane w tym sezonie wszystkie konkursy.

Powyższe obliczenia wskazują na to, że ciężko liczyć na zmianę lidera w klasyfikacji generalnej. Może znajdzie się jakiś sezon, który podniesie nas na duchu i pokaże, że spektakularne zwroty akcji są możliwe?

Pierwsza myśl, która polskiemu kibicowi przychodzi do głowy to oczywiście sezon 2006/2007. Adam Małysz po konkursie w Zakopanem miał 350 punktów straty do lidera i zajmował szóstą pozycję w wyścigu o Kryształową Kulę. Skoczek z Wisły odrobił ostatecznie w trzynastu ostatnich konkursach aż 484 punkty względem Jacobsena i wyprzedził go pewnie w klasyfikacji generalnej. Pomimo feralnego konkursu w Oslo, gdzie zadrżały wszystkie polskie serca, gdy Małysz bronił się przed upadkiem kilka metrów nad ziemią i skończył rywalizację na 54. miejscu. Zatem da się.

Za to kibicom rodem z Austrii jako pierwsza myśl wpadnie pewnie pogoń Krafta za Stochem z sezonu 2016/2017. Wtedy jednak różnica w żadnej części sezonu nie przemawiała tak bardzo za Stochem, jak obecnie za Kobayashim. Warto się jednak pochylić nad innym szczegółem tamtego sezonu. Kamil do końca trzymał stabilną formę na poziomie pierwszej dziesiątki, a nawet triumfował w ostatnim konkursie przed Planicą w Vikersund. Jednak Kraft, w ostatnich dwunastu konkursach (czyli tyle, ile mamy obecnie do końca) zgarnął w sumie 1025 punktów. Gdyby powtórzył ten wyczyn w tym sezonie, to Japończyk znalazłby się w sporych opałach.

Reasumując, trzeba mieć dość szalony tok myślenia, by przewidywać, że w tym sezonie Kryształowa Kula wpadnie w inne ręce niż japońskie. Historia jednak wskazuje, że w tym szaleństwie jest metoda i naprawdę sporo się może jeszcze wydarzyć.

Źródło: Informacje własne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.