Czy Norwegowie doceniają Justynę Kowalczyk? Chyba nie do końca…

Jest dwukrotną mistrzynią olimpijską i świata, czterokrotną zdobywczynią kryształowej kuli a Tour de Ski wygrywała również cztery razy. Jej pojedynki z Marit Bjoergen stworzyły taki produkt marketingowy z biegów narciarskich, że FIS długo takowego w prezencie nie otrzyma. W Norwegii zdaje się to za mało, aby uznać ją za kogoś wyjątkowego…

O sukcesach Justyny Kowalczyk można mówić i pisać godzinami. Na wstępie przypomnieliśmy tylko te najważniejsze zwycięstwa. Jednak jej kariera to nietylko wiktorie sportowe. Nie powinniśmy bowiem ukrywać, że jej postać pozwoliła przez kilka sezonów triumfować biegom narciarskim. Ta dyscyplina oczywiście nigdy nie dorównała narciarstwu alpejskiemu ani skokom narciarskim pod względem popularności, ale wyniki oglądalności z pewnością dla Międzynarodowej Federacji Narciarskiej były zaskakujące. Do dziś zresztą podkreśla się, że Kowalczyk zrobiła dla tej dyscypliny bardzo wiele. Zdaje się jednak, że tych zasług nie widzi nacja, która jest kolebką narciarstwa światowego.

Niektórzy mają prawo uznać, że to zwykłe czepialstwo, ale jest wiele przesłanek do tego, aby twierdzić, że w Norwegii biegaczka znad Wisły nie znalazła jeszcze zbyt wielkiego uznania. Daleko szukać nie trzeba. Wszyscy pamiętamy, jak Justyna opisała słowa, które pod jej adresem rzucali kibice w Lillehammer (ubiegły sezon).

 

 


Oczywiście kibice mają zawsze prawo do kierowania się swoimi sympatiami, a trudno oczekiwać, że atakującą ich biegaczki Kowalczyk, będą ubóstwiali. Kultura to już temat osobnej ścieżki. Sami też pod tym względem nie jesteśmy święci. Co jeśli weźmiemy pod uwagę sposób docenienia naszej mistrzyni przez ekspertów?

Norwegowie od wielu już lat przyznają narciarzom Medal Holmenkollen. Warunkiem jego otrzymania jest przyczynienie się swoją karierą do rozwoju i wzrostu popularności narciarstwa klasycznego i biathlonu na świecie. W historii tej nagrody wyróżniono tylko dwójkę Polaków. Adama Małysza i Kamila Stocha. Kowalczyk nie została doceniona do tej pory. Postanowiliśmy zapytać o zdanie w Norwegii. – Justyna nigdy nie wygrała w Oslo, może dlatego nie dostała medalu? – próbował nam wytłumaczyć decyzje Øyvind Godø, dziennikarz norweskiego Dagbladet. Argument teoretycznie dobry, ale łatwo go podważyć. Gdyby faktycznie warunkiem otrzymania Medalu Holmenkollen było przynajmniej jedno zwycięstwo w Oslo, to wyróżnienia tego otrzymać nie powinien Kamil Stoch. Co zatem jest prawdziwą przyczyną braku nazwiska Polki na liście laureatów Medalu…?

O zdanie postanowiliśmy zapytać eksperta z naszego kraju. Radosław Kępys, komentator sportowy Radia Gol oraz redaktor portalu Igrzyska24.pl nie ma wątpliwości. Kowalczyk nie cieszy się zbyt dużą sympatią w Norwegii i to jest główny powód braku uznania. Zdaniem Radosława przyznanie Medalu Holmenkollen Justynie mogłoby wywołać sporo kontrowersji w środowisku biegowym w Norwegii. – Już sobie wyobrażam, jakby to wyglądało, gdyby wręczano taki medal w Polsce i dostałaby go np. Marit Bjoergen. Byłoby to co najmniej dziwne – skomentował Kępys. Jego zdaniem jest jeszcze nadzieja, że Norwegowie czekają ze specjalną niespodzianką na zakończenie kariery przez najlepszą biegaczkę w historii Tour de Ski. – Bardziej mi jednak pasowałby do Norwegów fakt, że głęboko wtedy odetchną – dodał Radosław.

Jakie jest Wasze zdanie? Zagłosujcie w sondzie: TUTAJ

Źródło: Informacja własna

4 thoughts on “Czy Norwegowie doceniają Justynę Kowalczyk? Chyba nie do końca…

  • 16 czerwca 2017 at 22:54
    Permalink

    W 140 znakach jest trudno, więc spróbuję tutaj… Nie wiem, jak to jest z tym norweskim szacunkiem dla naszej mistrzyni. Niewątpliwie Norwegii jest z tym różnie. Nawet bardzo różnie… Spróbujmy podzielić ludzi interesujących się tym sportem na dwie grupy. Pierwsza z nich to dziennikarze, komentatorzy i szeroko rozumiani specjaliści. Każdy z nich pracuje w mediach, ma swojego bloga, komentuje zawody dla NRK i podpisuje się pod swoimi opiniami imieniem i nazwiskiem. Druga grupa to anonimowa masa kibiców i działaczy. Chowają się w buczącym tłumie na Holmenkollen, nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za wyrażanie swoich poglądów oraz i piszą urocze komentarze na stronach internetowych. Znamy ten podział… Przecież bywamy na Twitterze i wiemy, jak rodzi się sportowy hejt.

    Norwescy komentatorzy szanują Justynę Kowalczyk. Spędziłem kawał życia oglądając biegi narciarskie w NRK i norweskiej TV2. Uczyłem się języka norweskiego czytając felietony o naszej multimedalistce. I przyznam, że zawsze byłem dumny. A może nawet czasem wzruszony… Duża część Norwegii szanuje sportowych gigantów i ludzi, którzy poświęcili się morderczym dyscyplinom sportu.

    Oczywiście mamy tu też tłumnie buczących norweskich, sportowych patriotów. Ludzi, którzy anonimowo i prymitywnie „bronią” honoru, swojej uwikłanej w dopingowe historie bohaterki. Ludzi, którzy dzwonią do norweskiej TV i pytają, czy można wynająć Justynę Kowalczyk do sprzątania ich domu! Nie piszmy jednak o nich. Przecież i tak nie oceniają jakości sportowej zawodniczki. Chamstwo jest wszechobecne i międzynarodowe. Chamstwo i głupota po prostu nie zna granic…

    I teraz najtrudniejsze. Dlaczego Justyna Kowalczyk nie ma medalu Holmenkollen?
    Otóż nie wiem na 100 procent. Bo rywalizuje w świętej dyscyplinie sportu? Bo w innych dyscyplinach jest o ten medal jest po prostu łatwiej? Bo szczyt jej kariery przypadł na szczyty karier Therese Johaug i Marit Bjørgen? Bo niepokornym jest tutaj duuużo trudniej? Tylko spójrzcie na różnice w zawodniczych charakterach Adama Małysza i Kamila Stocha a Justyny Kowalczyk.
    A może też dlatego, że o przyznaniu Medalu Holmenkollen decydują członkowie Skiforeningen? Organizacji, której bliżej jest do emocji buczącej większości niż do obiektywnie myślącej mniejszości. Ale to już jedynie moja, subiektywna ocena 😉.

    Reply
    • 16 czerwca 2017 at 23:02
      Permalink

      Opinia ważna i to nawet bardzo. Jak się okazuje. Argument, że rywalizuje w świętej dyscyplinie sportu mógłbym jednak trochę podważyć. Spójrzmy na jej osiągnięcia, liczbę zwycięstw w PŚ. Nie da się ukryć, że po prostu zapisała się na kartach historii. Jako jedna z najlepszych. Jeśli gdzieś warunkuje się przyznanie medalu tym, żeby kariera danego sportowca przyczyniała się do wzrostu zainteresowania danym sportem, to nie wiem kto bardziej zasługuje od wyżej wspomnianej przez Ciebie dwójki i Kowalczyk. Dla mnie to jest nad wyraz oczywiste. Może gdzieś jest takie ukryte „coś”, co pozwala na antenie mówić o kimś wyjątkowym, ale oficjalnie nie przyznać tego chociażby Medalem. Jakby zdanie Radka jest tu ciekawe. W Norwegii mogłoby dojść do oburzenia. Trochę tak to widzę. Jakby dać w Polsce dla Marit nagrodę Fair Play….

      Reply
  • 16 czerwca 2017 at 23:58
    Permalink

    Justyna Kowalczyk to jedna z największych biegaczek narciarskich w historii tej dyscypliny. Szanowana przez norweskich ekspertów, krytykowana przez emocjonalnie reagujący tłum tutejszych kibiców. I do tego jest Polką… Ale to już temat na zupełnie inną dyskusję.
    Medal Holmekollen to trochę taki ludowy plebiscyt popularności. Za wynikami sportowymi musi czasem iść to coś, co ujmuje miejscowych miłośników sportów zimowych. Kamil Stoch rywalizuje w dyscyplinie, która nie emocjonuje Norwegów. I dodatkowo jest mega sympatyczny i w ogóle niekontrowersyjny. Niepokorna i krytykująca norweskie świętości polka, zawsze będzie miała problemy z akceptacją.

    A w ogóle to norweski klimat wokół biegó narciarskich jest trudny do opisania. To religia! A spróbuj rzeczowo porozmawiać z fanatykami religijnymi ;). Albo chociaż ich zrozumieć… Czy FC Barcelona złoży kiedyś hołd Realowi Madryt? Chociażby w uznaniu ich zasług dla światowej piłki nożnej?

    Reply
    • 17 czerwca 2017 at 00:09
      Permalink

      O. To właśnie to o co mi chodzi. Norwegowie jako nacja jej oficjalnie nigdy nie przyznają „wielkości”. Ona podważa ich sacrum 😉

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *