Czy mamy wreszcie „Dream Team”?

Na skoczniach narciarskich całego świata zawsze dzieje się dużo. Jednakże, mówiąc o Wielkiej Krokwi, użyć słowa „dużo” to tak, jak popełnić ogromny grzech. W Zakopanem od lat dzieje się ogromnie wiele, zawsze kibice tworzą niezapomnianą atmosferę, a przy tym zwykle jesteśmy świadkami bardzo magicznych momentów. Sportowe wydarzenie, którego zazdrości nam cały świat skoków. Dziś właściwie udowodniono mi, że nic się nie zmienia!

Pierwszy historyczny konkurs w Wiśle zakończył się dwa dni temu. Chociaż tam odczucia były mieszane, to w Zakopanem historyczny konkurs drużynowy odbył się z udziałem najwyższych sportowych emocji. Czy pamiętacie, żeby kiedykolwiek reprezentacja Polski właściwie do samego końca liczyła się w walce o wygraną? Oglądając dzisiejszy spektakl, co chwile przecierałem oczy ze zdumienia. Polacy skakali, jak natchnieni. Właściwie siedem skoków było bardzo dobrych. Nie chcę pisać, że Krzysio Miętus zawiódł, bo moim zdaniem nikt inny nie poradziłby sobie lepiej z takim podmuchem. Skok z pierwszej serii Miętusa pozwolił utrzymać prowadzenie, a więc mimo wszystko… głowa do góry. Kibice w Zakopanem z pewnością w chwili obecnej świętują i myślę, że jutro zawitają na Wielkiej Krokwi ilością 20.000 a może i więcej… Tym bardziej, kiedy każdy zorientuje się, iż indywidualnie najlepszy dziś był Kamil Stoch, przed Maciejem Kotem! Dodatkowo na miejscu czwartym znalazł się Piotr Żyła. To tylko potwierdza, jak silne emocje mogą towarzyszyć nam jutro.

Warunki sprawiły dzisiaj wiele niespodzianek. Wystarczy spojrzeć na bardzo słabe miejsce faworytów dzisiejszych zawodów – Norwegów. Siódme miejsce to absolutna porażka. Jednakże moim zdaniem bardzo duży wpływ na to miał ogromny pech Toma Hilde i Andersa Jacobsena. Ten pierwszy właściwie zachwycił swoją doskonałą umiejętnością ratowania się w powietrzu przed upadkiem. Za to należą się Norwegowi ogromne brawa. Tylko właściwie te owacje w niczym im nie pomogą. Tym bardziej, kiedy startuje się w roli głównego kandydata do zwycięstwa. Nie ma też co szczędzić w słowach, bo pozostali z tej ekipy, skacząc w lepszych warunkach, nie błyszczeli tak mocno, jak w to było w Wiśle. Triumfator ostatniego konkursu skakał, jak swój własny cień. Kolejnym ogromnym rozczarowaniem jest postawa Niemców. Tutaj już totalnie nie wiem, co i kiedy się zepsuło. Na początku istnienia tego bloga, pisałem o wielkim powrocie naszych zachodnich sąsiadów. Czwarte miejsce to teoretycznie nie jest jakaś druzgocząca porażka, ale Niemcy stracili do Polaków prawie 50 punktów! Coś niebywałego! A przecież Mistrzostwa Świata są dopiero przed nami!

Na koniec krótko wspomnę jeszcze o ekipie Austrii. Zabrakło Schlierenzauera i ta ich pewna machineria jakoś nie ma miejsca. Przecież mówimy o drużynie, która potrafiła wygrać nawet bez największych gwiazd. Miejsce na podium trzeba zawsze uznawać za sukces, ale ta drużyna na pewno ma zawsze aspiracje do wygranej. Przejdę szybko do skoczka, który w tym sezonie właściwie totalnie zawodzi. Thomas Morgenstern, jeśli jak najszybciej nie poprawi swoich lotów, to prawdopodobnie po raz pierwszy w swojej karierze znajdzie się poza czołową dziesiątką Pucharu Świata na koniec sezonu. Pozostaje pytanie… czy Gregor Schlierenzauer po chorobie będzie wstanie uratować austriacki honor i powalczy z Polakami o zwycięstwo?

„Ależ odpalił rakietę!” – Włodzimierz Szaranowicz, Zakopane 2013

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *