Brudny jak… śnieg? (Felieton)

fot. Richard Masoner / Cyclelicious / CC BY SA
fot. Richard Masoner / Cyclelicious / CC BY SA

Można powiedzieć, że sezon narciarski zaczyna nam się na dobre. Już ponad miesiąc upłynął od inauguracji alpejskiego PŚ, pierwsze starty – choć w zawodach niższej rangi – mają za sobą biegacze i biathloniści, jak również skoczkowie i kombinatorzy norwescy. Jednak już na długo przed rozpoczęciem rywalizacji o białym sporcie pojawiło się mnóstwo publikacji.

W sprawie Therese Johaug, która została przyłapana na dopingu wypowiedzieli się już chyba wszyscy zainteresowani. Czas więc na mnie. Co chwilę jesteśmy zasypywani nowymi komentarzami na temat dopingowej wpadki norweskiej mistrzyni. Oczywiście chciałoby się, aby o dopingu mówiło się mniej niż czystej sportowej rywalizacji, ale zdaje się, że temat Johaug będzie nam się jeszcze przewijał przez jakiś czas, zwłaszcza, że nadal nie ma rozstrzygnięcia. Przy okazji na wierz wypłynęło wiele ciekawych wątków, o których zapewne tak głośno by się nie mówiło. Przerwa 7 miesięcy od badań antydopingowych u Marit Bjoergen, ponad 4 miesiące u Johaug. Zadziwiające jest jak rzadko poddawane są testom zawodniczki, które należą przecież do światowej czołówki i chociażby z tej racji powinny być badane o wiele częściej. Oczywiście nie chcę, aby sportowcy byli nękani przez kontrolerów jak chociażby narciarka alpejska Lara Gut, która swoje drzwi otwierała przed nimi dwa razy w ciągu 10 godzin.

Przez wiele lat za dyscyplinę przesyconą dopingiem uchodziła jedna z moich ulubionych letnich dyscyplin czyli kolarstwo. Po wielu aferach, skandalach i setkach wyścigów, które długo po ich zakończeniu zmieniały swoich zwycięzców o kolarstwie mówi się jako o jednej z najbardziej czystych dyscyplin sportu. „Clean as snow” (ang. „Czysty jak śnieg”) to hasło Międzynarodowej Federacji Narciarskiej współpracującej z WADA (Światowa Agencja Antydopingowa) w walce z dopingiem. Przekaz jest jasny, ale mam wątpliwości czy nie jest to na razie śnieg jaki oglądamy szczególnie na wiosnę podczas pozimowej pluchy. Niedawno mianem żartu określił aktualnie stosowane działania antydopingowe bardzo doświadczony francuski alpejczyk Julien Lizeroux. Kontrola dopingowa raz w roku, brak testów nawet po wygranych zawodach – tak wygląda sytuacja przedstawiona przez Francuza. O walce z dopingiem rzeczywiście mówi się dużo, nie brak jest pięknych kampanii, deklaracji zdecydowanego karania przyłapanych, ale trzeba zgodzić się z Lizeroux, że zdecydowanie więcej jest słów niż rzeczywistych działań. Sam w sprawie Therese Johaug nie mam swojej opinii i nie chciałbym oceniać tej zawodniczki, przynajmniej dopóki nie zostanie ona oceniona i ukarana bądź uniewinniona przez właściwe do tego organy. Być może jednak rozgłos w tej sprawie na coś się przyda. Mam nadzieję, że FIS i WADA od pięknych deklaracji przejdą do czynów. Sportowcy powinni czuć, że lada chwila mogą być skontrolowani. Jeśli mają świadomość tego, że kontrole są rzadkie to może pojawić się pokusa sięgnięcia po małe wspomaganie.

Pozostaje jeszcze sprawa TUE, czyli stosowania niedozwolonych środków do celów terapeutycznych za przyzwoleniem oraz używanie leków na astmę, które nawet nie są na liście leków zakazanych, ale to już temat na zupełnie inną okazję.

Obyśmy w tym sezonie oraz w kolejnych mogli emocjonować się przede wszystkim czystą sportową rywalizacją, nie zaś wpadkami dopingowymi. I nie dlatego, że nie ma żadnych kontroli, ale właśnie pomimo licznych (oby) kontroli.

PS. Tak samo licznych dla wszystkich nacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.