Baśnie Hansa Christera Holunda. „To złoto faktycznie było jak z bajki”

Hans Christer Holund dołączył do grona wielkich norweskich mistrzów. Pierwszym doświadczeniem tego nowego świata było pół godziny spędzone z norweskimi dziennikarzami po konferencji prasowej, już z medalem na szyi. Po 9 latach w Pucharze Świata bez zwycięstwa, ale za to z brązem igrzysk olimpijskich, w końcu okazał się w czymś najlepszym. Stał się własną bajką z dzieciństwa, bo jak mówi o takim złocie śnił jako kilkulatek.

Szybkobiegacze

Pewnego razu ogłoszono nagrodę. Największe pragnienie wielkich biegaczy. 50 kilometrów stylem dowolnym to dystans królewski, a wszyscy, którzy osiągają go jako pierwsi dostępują pewnego rodzaju prestiżu. Najbardziej znaną trasą jest prawdopodobnie ta wokół norweskiej mgły otaczającej wzgórze Holmenkollen. Już w sobotę kolejni zawodnicy staną do walki ze swoimi marzeniami, dziecięcą pasją biegania właśnie tego dystansu. Na czele z nowym mistrzem świata, który swoją bajkę już stworzył.

Dzielny ołowiany żołnierz

Było sobie pewnego razu 25 ołowianych żołnierzy. A wcześniej pewnie i 250, ale część odpadła od razu. W norweskich biegach z wielkimi tradycjami, nie ma miejsca na przeciętność. A Hans Christer Holund takiej nie prezentował, starał się wykorzystywać szanse. Takie jak choćby mistrzostwa świata juniorów – najpierw złote na 10 kilometrów stylem klasycznym w Malles Venosta w 2008 roku, a rok później dwukrotnie brązowe w Praz de Lys-Sommand – na 20 kilometrów łączonym i w sztafecie. W Pucharze Świata zadebiutował w 2009 roku w Lahti. Na pierwsze punkty musiał czekać ponad 4 lata.

Cień

W ciepłych krajach słońce pali co się zowie. W tych zimniejszych słońca dotykają górskie szczyty. Przy sukcesach świeci ono dla najlepszych, łapią uśmiech i zaklinają w chwile, których poza legendami nikt nie ma zbyt wiele. Walka o miejsce w kadrze bywa brutalna, tak jak ogólna rzeczywistość rywalizacji w Norwegii. Do niedawna nie było takiej w planach, o czym przekonywał się między innymi Holund. Nigdy nie wygrał jeszcze w Pucharze Świata, a każde jedno miejsce na podium to 3 pozycja w zawodach, gdy wygrywali jego koledzy z reprezentacji – Sundby i Klaebo. Smak seniorskiego medalu poznał w Pjongczangu, gdzie zdobył brąz w biegu łączonym na 30 kilometrów. Po 10 latach doświadczenia w biegach na najwyższym poziomie, chciał jednak zasmakować wielkiego sukcesu. 50 kilometrów? W Lahti 10, w Pjongczangu 6. Baza pod sukces była. A w Seefeld oczy otworzyły się szerzej.

Historia najmniej prawdopodobna

Ten, kto dokona czegoś najbardziej nieprawdopodobnego, otrzyma… złoty płatek śniegu. Hans Christer Holund stawał na starcie bez zwycięstw, z marzeniem i szansami. Zaatakował na 21 kilometrze. Wcześnie, ale pogoń Rosjanina Bolszunowa się nie udała. Teraz po półgodzinnym odpowiadaniu na pytania norweskich dziennikarzy w Seefeld już z medalem na szyi, wreszcie się ożywił. Błysk w jego oku na dźwięk słowa „fairytale” był porównywalny z tym jego złotej śnieżynki. – Ten medal faktycznie był jak z bajki – przyznał Norweg. – Jak byłem małym chłopcem to już wspominano mi o tym biegu, przebiegnięcie go i minięcie lini mety jako pierwszy stało się małym marzeniem. To ostatnio był mój dystans, znałem swoje możliwości i cieszę się, że mogłem je wykorzystać do napisania… własnej bajki – opisał. Po minutowej odpowiedzi na pytanie uciekł na sesję zdjęciową i do NRK. Napisał bajkę i uciekł w niej żyć. Zupełnie zasłużenie.

Źródło: fis-ski.com/informacja własna 

 

Jakub Balcerski

Szef działu skoki narciarskie, dziennikarz Polskiego Radia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.