Arnold Zdebiak o pierwszym zgrupowaniu bobsleistów. „Nie było trenera, mechanika i odpowiedniego sprzętu”

fot. Polski Związek Bobslei i Skeletonu

Ponad rok temu na łamach naszego portalu opublikowaliśmy rozmowę z Arnoldem Zdebiakiem (można przeczytać tutaj). Obecnie polscy bobsleiści są w zupełnie innej sytuacji niż wtedy. U progu sezonu nadal nie mają trenera, a wszystkie okoliczności wskazują na to, że nie będzie to dla nich udany sezon, a być może nawet podczas niego zakończą przygodę z bobslejami.

Arnold Zdebiak jest jednym z wielu sportowców, którzy zmienili lekkoatletykę na bobsleje. – Nie jest mi żal, że zdecydowałem się uprawiać bobsleje, bo dzięki temu spełniłem swoje marzenie, czyli reprezentowałem nasz kraj na igrzyskach olimpijskich. Również dawałem z siebie wszystko podczas Pucharu Europy, Pucharu Świata czy Mistrzostw Europy, ale jak każdy sportowiec mam swoje ambicje i po udanych Igrzyskach oczekuję coraz więcej od samego siebie. Już nie zadowala nas wywalczenie kwalifikacji i start, tylko teraz jesteśmy głodni medali, a niestety w obecnej sytuacji jest to nieosiągalne – przyznał polski bobsleista.

Zdebiak na długo pamiętać będzie start na igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu. W czwórce razem z pilotem Mateuszem Lutym oraz Łukaszem Miedzikiem i Grzegorzem Kossakowskim zajął 13. miejsce. – Nie zapomnę tej chwili do końca życia, ponieważ były to moje pierwsze Igrzyska Olimpijskie, tak jak dla całej drużyny. Byliśmy jednym zespołem, który walczył do upadłego. Nie celowaliśmy w żaden wynik, tylko daliśmy z siebie wszystko i to było piękne. Niestety, nie ma już połowy załogi z Igrzysk. teraz tworzymy nowy rozdział czwórki w polskich bobslejach wraz z Jakubem Zakrzewskim, Hubertem Olczykiem oraz pilotem Mateuszem Lutym. [W dwójkach Luty jeździ z Krzysztofem Tylkowskim – przyp. red.]. Będzie bardzo ciężko to powtórzyć, gdyż ten sezon może być ostatnim dla każdego z nas z takim podejściem naszego związku – kontynuuje Zdebiak.

Jedynym pilotem w kadrze został Mateusz Luty. Tym samym w razie potrzeby nie ma możliwości jego zastąpienia, a przede wszystkim Polacy nie mogą startować w innych zawodach niż w tych, w których startuje Luty. Drugi z naszych pilotów, Jakub Stano zrezygnował z uprawiania bobslejów, a m.in. Arnold Zdebiak był przymierzany do prowadzenia boba. – Nie mamy drugiego pilota. Jeśli główny pilot naszej reprezentacji zakończy karierę, to nie ma kto po nim przejąć „pałeczki”. Ja oraz Jakub Zakrzewski rozpoczęliśmy szkolenie na pilotów, ale ono zostało szybko zakończone. Niestety, aby moc walczyć o kwalifikację, trzeba mieć bardzo dobry plan zdobywania punktów w klasyfikacji generalnej oraz mieć za sobą wiele zjazdów jako pilot. Nie jest sztuką wsadzić kogoś do sportowego samochodu i powiedzieć, żeby jechał w wyścigu, a on na pierwszym zakręcie wypadnie z trasy i tak samo wygląda to w bobslejach – tłumaczy reprezentant Polski.

– Zawsze i wszędzie jest składanych dużo obietnic. Najważniejsze jest umieć się z tego rozliczyć i czasem uderzyć się w pierś i powiedzieć, że to mój błąd, ponieważ nie dopilnowałem czegoś, czy po prostu podjąłem złą decyzję, a nie uruchamiać tak zwany system „spychologii”. Niestety, u nas w związku tak jest. Chciałbym, żeby to się zmieniło. Zawsze zawodnicy są rozliczani z wyniku sportowego, a z czego jest rozliczany związek? Może warto byłoby być rozliczanym z pozyskanych pieniędzy na sprzęt, a nie mówienie, że już jakiś sponsor przychodzi, a dalej nic nie ma i my jeździmy białym bobslejem bez wykorzystanej powierzchni reklamowej – mówi rozgoryczony bobsleista.

Dwa tygodnie temu Polacy odbyli zgrupowanie w Winterbergu, gdzie musieli radzić sobie bez trenera, mechanika i odpowiedniego sprzętu. – Pierwsze zgrupowanie na lodzie odbyło się bez trenera. Ciężko było nam samym wszystko zorganizować. Przede wszystkim podczas zjazdów nie ma trenera, który potrafi powiedzieć, jakie zrobiliśmy błędy i jesteśmy w stanie to poprawić w następnych przejazdach. Na tym zgrupowaniu niestety nie mogliśmy z tego skorzystać. Mechanik jest to też bardzo ważna osobą w naszej ekipie. Odpowiada on za przygotowanie sprzętu tak, abyśmy byli pewni, że wszystko zostało sprawdzone przed zjazdem. Robi przegląd, naprawia części, które podczas eksploatacji się zużywają oraz podejmuje decyzję, co do zakładanych płóz podczas zawodów. Właśnie dzięki mechanikowi Robertsowi Obuldersowi uzyskaliśmy tak dobry wynik podczas Igrzysk Olimpijskich 2018, ponieważ potrafił utrzymać idealną temperaturę płóz i założyć je na ostatnią chwilę, aby straciły jak najmniej ciepła – przyznał Arnold Zdebiak.

źródło: informacja własna

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: