Apoloniusz Tajner: Mamy gorszy okres finansowo [wywiad]

Wraz z inauguracją startów narciarzy alpejskich rozpoczął się sezon sportów zimowych, nad którymi pieczę sprawuje Polski Związek Narciarski. Większość dyscyplin czeka jednak na otwarcie kalendarza, więc postanowiliśmy przepytać prezesa Apoloniusza Tajnera w temacie przygotowań skoczków, finansów u kombinatorów, zmian szkoleniowych, a także myśleniu… nie tylko o najbliższych igrzyskach olimpijskich w Pekinie. 

Jakub Balcerski: Jesteśmy już po zakończeniu kolejnego zgrupowania naszych skoczków w Zakopanem. Ile dowiedzieliśmy się przed sezonem z tego, co tam się działo i było ćwiczone?

Apoloniusz Tajner: Byłem w Zakopanem, więc śledziłem postęp naszych zawodników z najbliższej odległości. Przede wszystkim należy podkreślić dobrą atmosferę w zespole, która przekłada się na to, że chłopcy są świetnie przygotowani do nadchodzącego sezonu – taki jest nasz wspólny wniosek. Na tym etapie nie ma żadnych problemów, a zawodnicy testowali sprzęt – m.in. dalej te specjalnie tworzone buty. Jest wszystko na swoim miejscu, a do trzech liderów, o których już wspominałem dołączyli Maciej Kot i Jakub Wolny, który systematycznie poprawia się w konkretnych elementach. Stefan Hula skacze na swoim solidnym poziomie, a do tej całej grupy będzie się chciał na pierwszy etap zimy dobić Klemens Murańka, który wygrał Letni Puchar Kontynentalny, dzięki czemu mamy to jedno miejsce więcej w Pucharze Świata na zimę. Ale ta grupa, która chce o nie walczyć jest dużo większa – Olek Zniszczoł, Tomek Pilch, Paweł Wąsek. Oni są już dojrzali sportowo. Ta druga grupa zbliżyła się zdecydowanie do pierwszej, która stanowi czołówkę światową.

W końcu o wiele bardziej nawiązała się współpraca pomiędzy kadrami skoczków. To pomysł stricte Michała Doleżala, czy udało się zrealizować coś, co związek chciał stworzyć już wcześniej?

To był nasz pomysł już od dawna. Te grupy zaczęły ze sobą już lepiej współpracować za Stefana Horngachera, ale tutaj moim zdaniem największym problemem była bariera językowa. Wtedy nie mogło być tak ścisłej współpracy, ale Doleżal jest tutaj bardzo zbliżony do nas, to kolega ze skoczni Małysza, czy Stocha, więc te relacje, choćby także z Maćkiem Maciusiakiem są bardziej wyjątkowe. My do niej namawialiśmy, czy ja, czy Adam i trenerzy też o tym wiedzieli, ale nie zawsze wychodziło tak, jakbyśmy tego chcieli. Teraz wygląda to w zasadzie modelowo.

Wspomniał pan nowe buty, wiemy, że to nie jedyne technologiczne usprawnienia, które testują. Ile kosztują związek takie eksperymenty?

Buty na razie produkowaliśmy w ilościach testowych, więc to akurat kosztowne nie będzie, ale z tego, co wiem, zamierzamy ja zamawiać dla zawodników później. Po tym jak dostawaliśmy je do tej pory, taka para butów kosztuje pomiędzy 400-450 euro, a ci najlepsi skoczkowie potrzebują koło 5-10 par. To na pewno są pewne koszty.

Mam wrażenie, że wraz z poszukiwaniem firmy, która je wyprodukuje, stawiamy powoli na kierunek zdobywania technologii sprzętowych własnym kosztem i tylko dla siebie. To w tym momencie kluczowe dla grupy zarządzającej skokami – takie sprzętowe uniezależnienie od innych?

Tak, zwłaszcza, że od innych firm nie zawsze dostajemy dokładnie to, czego oczekujemy. W kwestii butów – produkowała je tylko jedna niemiecka firma Rass, u której trzeba było je zamawiać z półrocznym wyprzedzeniem. Dotąd było to dość niewygodne, ale z inicjatywą szukania odpowiedniej firmy wyszedł Adam Małysz. Zaangażował się mocno w tę akcję, chciał, żeby one były produkowane w naszym kraju. Był w kilkunastu firmach, ale w końcu znalazł tę odpowiednią i bardzo cieszymy się, że będziemy mieli ją pod ręką. To stwarza możliwość udoskonalania ich po sprawdzeniu w testach, zawodach, czy na treningach. W innych kwestiach sprzętowych – kombinezony od lat szyjemy sami, robi to właściwie sam Michał Doleżal, więc nie musimy być w żaden sposób zależni od innych. We wrześniu przeprowadziliśmy testy w tunelu aerodynamicznym, gdzie skupialiśmy się zwłaszcza nad sylwetką lotu, czy najazdu i odbicia z progu. Tam pewne rzeczy zostały skorygowane, dowiedzieliśmy się wiele także względem tego, co musimy pozyskać. To poziom pracy tylko najlepszych reprezentacji, które korzystają z podobnego sprzętu, jak my w Sztokholmie. Mamy go jednak w warszawskim Instytucie Lotnictwa i korzystamy z niego kolejny raz. Zawsze przynosi spore korzyści.

Mówimy dużo o skokach mężczyzn, ale sporo zmieniło się u kobiet. Przyszedł Łukasz Kruczek, który nie wydaje się być krótkoterminowym planem dla tej dyscypliny – jakie ma zatem cele do osiągnięcia w nadchodzącym sezonie?

Łukasz właśnie był u mnie niedawno i zdawał raport z przygotowań. Bardzo mądrze układa pracę z dziewczynami, swój plan i pomysł na ten najbliższy sezon. To będzie jednak tylko mała część tych 3-letnich przygotowań do igrzysk olimpijskich, bo to będzie dla nas najważniejszy moment. Natomiast już widać, że dziewczyny dobrze sobie radzą pod jego skrzydłami. Zmieniły znacząco technikę i to zaczyna wyglądać, jak prawdziwe skoki narciarskie. I w tym kontekście – będziemy mieli w trakcie sezonu konkursy drużynowe kobiet, w których chcemy i możemy już wystawić 4 dziewczyny do zespołu. To dla nas bardzo ważne, podobnie jak w kolejne 2 lata przygotowanie zawodniczek tak, by móc walczyć ponownie o najlepszą „6” w mikście, tym razem w Pekinie. Jest o co walczyć, ten potencjał, który widzę w dziewczynach otworzył Kruczek. Wcześniej trenerzy stanęli przed ścianą i nie mogli przełamać pewnych barier, co teraz jest możliwe i dzięki temu dziewczyny będą bardziej widoczne.

Jak dużo zmieniło się teraz w postrzeganiu skoków kobiet – nie jest tak, że teraz obraliśmy kierunek jaki mogliśmy już jakiś czas temu, gdy sytuacja jednak była zupełnie inna?

Skoki kobiet raczkowały wówczas w naszym kraju, a dziewczynki trenowały jedynie w klubach, gdzieś przy chłopcach. Te, które widzieliśmy, nie zawsze okazywały się tymi najbardziej utalentowanymi. Zaczęły się jednak tworzyć grupki zawodniczek szkolone oddzielnie pod okiem trenera, nastąpiły pewne prawidłowości i teraz to wszystko funkcjonuje. Prawdę mówiąc, te zawodniczki, w których pokładamy największe nadzieje to w tej chwili 12-14 latki, które nie mają jeszcze prawa startu w zawodach FIS. Możliwe, że przed igrzyskami zmieni się jeszcze ich sytuacja i dojdą te starsze. Co najmniej 2-3 z nich już prezentują poziom podobny do naszej kadrowej „5”.

Rozmawiałem z Robertem Mateją i mówił o różnicach w budżecie dla kombinatorów norweskich, zaznaczając, że to zupełnie inna sprawa niż przy skokach. Wspominał także o braku możliwości rozwoju technologicznego i problemach z jednym zgrupowań, z którym poradziliście sobie finansowo po waszej rozmowie. Czy do niej faktycznie doszło?

Taka rozmowa i rozwiązanie problemu faktycznie miało miejsce, ale może wygląda to trochę inaczej. Plan, który na ten sezon mają założony kombinatorzy zostanie w pełni zrealizowany. Mamy w tym momencie taki okres nieco słabszy finansowo, ale nie ma żadnego zagrożenia. Natomiast namawiamy trenerów również w innych grupach szkoleniowych, żeby do programu wprowadzić nieco tańsze zamienniki. Ja zdaję sobie sprawę, że listopad i grudzień jest strategiczny, więc kiedy pojawia się pierwszy śnieg za granicą, to trzeba pojechać i tam trenować. Nie ma wyjścia, to nasze zadanie, musimy to ogarnąć i tak je realizujemy. Co do sprzętu, kluczowym jest dla nas zapewnić wszystko skoczkom, więc kombinatorzy mają możliwość w pełni korzystać z tego, co wypracowują skoczkowie, czyli m.in. ze wszystkich udoskonaleń technologicznych. Pod tym względem patrząc mają dobrą sytuację, a z drugiej strony nasza kombinacja nie jest w tym momencie na najwyższym poziomie, choć chciałbym, żeby przez te 3 lata udało się zbudować dobrą drużynę. Szczepan Kupczak – to jest zawodnik, który może to zmienić, bo wynik indywidualny często ciągnie finansowo grupę.

Jaki cel mają przed sobą kombinatorzy – zwłaszcza, że na MŚ w Seefeld przekroczyli barierę, której długo nie mogli – czyli najlepszej ósemki w rywalizacji drużynowej?

Wyniki z mistrzostw świata to nie był jakiś poziom marzeń, a raczej dobre rezultaty, których wymagamy, bo jeśli są słabsze, to już są poniżej oczekiwań. Natomiast choćby na igrzyskach olimpijskich powinno być lepiej. Ja myślę, że drużyna może nawet teraz myśleć o walce o czołową „6”, bo tak wskazuje poziom naszych kombinatorów, którzy według mnie są dobrze prowadzeni. Warunki do uprawiania dyscypliny w Polsce mamy dobre – są trasy biegowe i komplet skoczni, z których mogą korzystać. Do tego otwartą Europę pod kątem wyjazdów i dobrze ułożony sztab szkoleniowy. Problem w tym, że trening kombinatora norweskiego, czyli zawodnika, którego my potem powołujemy do kadry, odbywa się najpierw w klubie, a tam mamy troszkę „biednie” w naszym systemie. To wszystko wymaga dwóch treningów dziennie – i na trasie i na skoczni. Tutaj ciężko jest z trenerami, których staramy się wspierać, bo gdzie trener, tam później jest też zawodnik.

Jak oceniłby Pan zatem ogólnie trenerów w PZN? Sporo się ostatnio zmieniło, więc może ma Pan kogoś z kogo pracy jest najbardziej zadowolony?

Powiedziałbym, że w tej chwili mamy bardzo dobre obsady trenerskie. Zwłaszcza w biegach kobiet, gdzie trener Wierietielny z Justyną Kowalczyk prowadzą 9 dziewczyn, a w przyszłym roku planujemy powołanie 6 z nich, które pociągniemy do igrzysk olimpijskich. U mężczyzn pojawił się Czech Lukas Bauer, który zmienił dużo zarówno w treningu, jak i mentalności naszych zawodników. Tu też spodziewam się wyników lepszych, widocznych na poziomie „30” Pucharu Świata w tym roku, a ciągle przed nami 2 kolejne sezony. Bardzo dobrą sytuację w snowboardzie wypracowuje nam Piotrek Skowroński, który ma tam dwójkę zawodników – Oskara Kwiatkowskiego i Aleksandrę Król, którzy po 11 i 13 pozycji na igrzyskach z bardzo małymi stratami prezentują w zasadzie poziom strefy medalowej. W narciarstwie alpejskim mamy trenerów pracujących z młodymi zawodnikami w związku z czym nie widać jeszcze efektów, ale spodziewamy się, że w tym sezonie już będą. W kombinacji i skokach też jestem zadowolony z obsad i muszę powiedzieć, że ogólnie mamy do nich szczęście. Cieszę się, że tak nam się to ułożyło.

Jeszcze odnośnie skoków – skład kadry to teraz ból głowy dla Michała Doleżala? Ilu jest pewniaków, a ilu chcemy wprowadzać, bo już chyba nie tylko jednego?

Jednego, dwóch, trzech… Myślimy o stabilnej „4”, a resztą będzie można rotować, zwłaszcza, że kadra B na tyle podciągnęła do przodu, że jest to możliwe. Tego na teraz jednak nie wiemy, ale o składzie zawsze będzie decydowała dyspozycja i poziom sportowy. Zawodnik, który osiągnie dobry wynik, nieważne, w której kadrze będąc, bo skoki bywają nieobliczalne, może liczyć na otwartość Michała Doleżala. On zna panujące tu zasady i ci, którzy będą prezentować się najlepiej, tych powoła.

Skoczkinie będą więcej jeździć na zawody Pucharu Świata?

Tak. Mamy prawo wystawienia 4 zawodniczek, z którego zamierzamy korzystać, ale przede wszystkim od nowego roku. Teraz w kalendarzu jest np. duża skocznia w Klingenthal, gdzie łatwo rozbić sobie coś w technice, jest bardzo chimeryczna. Łukasz Kruczek nie planuje tam startu dziewczyn, mądrze planuje ten nadchodzący sezon. Omawialiśmy ten harmonogram startów i zgadzam się z nim, ale od stycznia trzeba będzie startować już więcej.

PZN ciągle patrzy na wszystkie sporty już pod kątem igrzysk w Pekinie. One dopiero za 3 lata, ale jak w takim razie wygląda to spojrzenie?

Już na 3 lata przed igrzyskami mogę powiedzieć, że to będzie prawdopodobnie najmocniejsza i najrówniejsza reprezentacja polskiego narciarstwa, jaką kiedykolwiek mieliśmy okazję wystawić na tej imprezie. Zawodników, którzy tam wystąpią my już mamy. Bazując na wieloletnim doświadczeniu już częściowo mogę to ocenić, ale tak naprawdę to my sięgamy jeszcze dalej, myśląc już o 2026. To tak naprawdę 3 lata do Pekinu, ale potem 4 i kolejne. To przecież najważniejsze wydarzenia i takimi cyklami przygotowujemy nasze reprezentacje. Na 2026 rok mamy już zatem pewien zalążek, już oceniamy, jak to może wyglądać.

Dziękuję za rozmowę. 

Jakub Balcerski

Szef działu skoki narciarskie, dziennikarz Polskiego Radia

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: